Świadectwo Sergiusza O. dla Frondy
PEDAGOGIKA SZATANA
Pedagogika jest nauką o wychowaniu. Wychowanie z kolei jest drogą która umożliwia nam ukazanie i poznanie najważniejszej wartości jakim jest nasze człowieczeństwo. Od niego bowiem zależy nasze szczęście (w sensie absolutnym - odwiecznym). Dlaczego więc pedagogika przeżywa ciągłe zmiany w zasadach i koncepcjach wychowawczych? Przecież nasze człowieczeństwo nie jest wartością zmieniającą się, co konsekwentnie możemy odnaleźć w pojęciu szczęścia, które również
nie mutuje. Powtarzam: szczęście jest absolutne i odwieczne (inaczej nie byłoby szczęściem).
Ewolucja nauk pedagogicznych wynika z faktu, że do tej pory człowiek próbował sam sobie zdefiniować pojęcie życia, jego sensu i formy. Rola szatana polegała w moim przypadku na przekonaniu mnie, że jestem w stanie poprzez czynności magiczne osiągnąć zrozumienie bytu świata w jego całości. Zapragnąłem dostępu do nieograniczonej wiedzy, bo wierzyłem iż ona da mi szczęście. Czyli warto było zapłacić każdą cenę!
Jednak wszystkie ludzkie próby, do tej pory, okazały się błędne lub niedopracowane. Miały one (i uważam że nadal mają) swoje źródło w czymś co można by nazwać paradygmatem. Z pesymistycznego punktu widzenia można jednoznacznie stwierdzić, że próby do dziś stosowane są w rzeczywistości systemami dążącymi do naszej zagłady (bo oddalają nas od szczęścia). Typowym przykładem tej wielkiej pomyłki jest specyfika pedagogiki byłego reżymu socjalistycznego, która między innymi wyeliminowała wartość pojęcia OSOBY. Szatanowi jest na rękę gdy tracimy naszą osobowość. Jesteśmy w tedy doskonałym materiałem do manipulacji. Możemy się stać jego prawą ręką nawet nie wiedząc o tym bo akceptujemy iluzje, że możemy być kilkoma bytami na raz jednocześnie np. przez wiarę w system reinkarnacji.
Idąc wiernie tym tokiem myślenia okazuje się, że ewolucja nauk pedagogicznych wynika z faktu, że jeszcze nikt nie określił pedagogiki, która rozwijałaby w sposób doskonały nasze człowieczeństwo, ponieważ pojęcie ludzkiego szczęścia ma charakter odwieczny - poza czasowy. Patrząc na historię tej nauki można zauważyć, że ona zwyczajnie, udoskonala się drogą doświadczeń opartych na zasadzie prób i błędów! To oznacza, że dzisiaj jest jeszcze niedoskonała! Czy jest więc możliwe aby te poszukiwanie się kiedyś wreszcie skończyło? Czy nie wydaje się wam, że cel tej nauki, jest równoznaczny z odnalezieniem przysłowiowego "kamienia węgielnego"? (Teoretycznie jest to niemożliwością). Czasami zły duch wykorzystuje ten argument (gdy inne pokusy zawodzą) i sugeruje poczucie bezradności, która jeżeli akceptowana przez nas, staje się subtelnie przygnębieniem i w ostateczności desperacją. Desperacja jest odebraniem sobie samemu nadziei. Nie uciekniecie wtedy od myśli samobójczych...
W tej sytuacji należy się zastanowić czy przypadkiem dążenie do tzw. "perfekcyjnej pedagogiki" jest możliwe tylko drogami pojętych przez ludzi? Jeżeli nie; to kto jest na tyle doskonały sam w sobie aby mógł pojąć i nauczyć innych doskonale wychowywać? Ten ktoś musi z założenia być doskonale wychowany, a zarazem pojmować poza limitami intelektualnymi i zmysłowymi człowieka. Diabeł. twierdził, że on nim jest. Ale zapomniał o ważnym szczególe. On nigdy nie był człowiekiem lecz zawsze był i będzie aniołem. Nigdy nie zazna człowieczeństwa bo nie ma ciała.
Jezus Chrystus jest zarazem doskonałością Bożą, jak i człowiekiem z krwi i kości, który niczym się nie różni od nas (za wyjątkiem grzechu).
Antycypuje więc moją myśl pytaniem. Czy Bóg-człowiek nie obdarzył nas już tą "perfekcyjną pedagogiką? Jeżeli tak, to w tej sytuacji
religia może się stać fundamentem szczęścia, a wywodząca się z niej pedagogika może wreście stać się doskonałym instrumentem wykonawczym.
W takiej sytuacji wystarczyłoby zaprzestać "masturbacji intelektualnej" podyktowanej prawami pieniądza i pożądania, i na podstawie słowa Jezusa Chrystusa (czyli jego przykazań) stworzyć tę jedną i jedyną "doskonałą pedagogikę", która okazałaby się odwieczna i doskonała, bo oparta na "bosko-ludzkich" wartościach. Mowa o równowadze między ratio (rozum) i fides (wiara). Rzecz, którą do dziś rozdrabnia się na stertę mniej lub bardziej zrozumiałych pojęć, lub jednego z tych elementów w ogóle nie bierze się pod uwagę. Problem polega jednak nie na tym, że zło kusi sugerując pychę nienawiść i zazdrość, i każdy z nas tym emocjom ulega. Po prostu zaprzestanie "masturbacji intelektualnej" dla mnie było niemożliwe.
Niektórzy po usłyszeniu mojej opinii, mogliby powiedzieć, że zmiany w koncepcjach wynikają z potrzeby dostosowania (aktualizowania) pedagogiki do sytuacji "socjo-polityczno-wyznaniowej" na świecie. Ale niestety, takim tokiem myślenia, zwolennicy tej opinii, wspierają proces który umożliwia zastosowanie w praktyce systemów wychowawczych destrukcyjnych. Co gorsze, istnieje możliwość
usprawiedliwienia i nie przyjmowania odpowiedzialności za wprowadzenie danego systemu! Np. pedagogika hitlerowska (mam na myśli system wychowawczy hitlerjugend), była niewątpliwie dziełem wielkiego prania mózgu: czyli satanizmu. W konsekwencji dziełem zniewolenia ludzi. I co się stało dalej? Czy ci ludzie, którzy byli odpowiedzialni za skutki (aż do dziś) tego systemu chociażby przeprosili? W najlepszym wypadku usłyszeliśmy słowa: " wybaczcie, pomyliliśmy się"... ale to chyba nie wystarcza. Potęga szatana polega również na pokusie lenistwem. Ludziom nie chcę się przekazywać swoje negatywne doświadczenia innym, tylko zamykają się w czterech kątach swego domu i płaczą rozmyślając "jacy to oni są nieszczęśliwi". Nie ma więc czynu po słowie.
"Socjo-polityczno-wyznaniowa" sytuacja na świecie nie jest wyznacznikiem dla pedagogiki! Wynika to z faktu, że był on do tej pory błędny i wszystko wskazuje na to, że jest on taki do dnia dzisiejszego! Np. tak modny ateizm i materializm który dzisiaj króluje niszczy człowieczeństwo, czyli oddala nas od szczęścia.
Pedagogika musi przyjąć pewne podstawowe, odwieczne wartości. Nie mają one nic wspólnego z uwarunkowaniami ekonomicznymi, socjologicznymi, ideałowymi. Źródłem tych wartości jest nasze sumienie. Sumienie z kolei to 10 przykazań Bożych. Każdy system wychowawczy negujący tę kwestie w najlepszym wypadku jest poniechany, bo się nie sprawdza. W najgorszym przypadku doprowadza do socjotechniki, zjawiska "prania mózgu" lub zniewolenia społeczeństwa czy też jednostki. Doskonałym nauczycielem i stróżem tych odwiecznych wartości nie jest ani papież, ani biskupi, lecz sam Jezus Chrystus. Dlaczego? Bo oni sami są tylko ludźmi. Bóg z kolei nigdy nie zasypia, nigdy się nie myli.
10 przykazań (czyli sumienie), to jedyny rzeczywisty FUNDAMENT pedagogiki. Wszystkie odstępstwa, są marną próbą zastąpienia tego co już stworzone i doskonałe
Przeciwnicy tej tezy mogą nam zarzucić próbę uzasadnienia nowej doktryny o charakterze totalitarnym, ponieważ nie wszyscy wierzą w Jezusa Chrystusa i nie wszyscy uznają istnienie sumienia (w duchu rzymsko-katolickim). Przecież jest wielu ludzi na świecie, którzy nie znają Boga Jahwe i wygląda na to, że są szczęśliwi pomimo tego, iż wyznają wiarę czasami nawet sprzeczną z zasadami Biblii. Z tego powodu postaram się wyjaśnić znaczenie trzech słów które są kluczowe w tej kwestii. Ich znaczenie jest wypaczane przez diabła na swoją korzyść. Mowa o ideologii, religii i wyznaniu.
IDEOLOGIA jest w rzeczywistości tworem ludzkim. Czyli nie jest wolą Boga lecz sugestią szatana, co widać po owocach...
Jest to próba stworzenia doskonałego systemu wartości, który sprawdzałby się w praktyce. Tak się jeszcze jednak nie zdarzyło od niepamiętnych czasów. Zwracam uwagę ponownie na klasyczny przykład jakim była masakra dokonana przez Czerwonych Kmerów w Kambodży. Była to ideologia aprobująca zasadę, że cel uświęca środki! Podając ten przykład chcę wyraźnie podkreślić, że zostały tu złamane co najmniej dwa przykazania... FUNDAMENT więc, o którym mówiłem wcześniej nie ma nic wspólnego z ideologiami, ponieważ 10 przykazań nimi nie są. Czym więc są?
Przeciwnicy tezy powiedzieliby, że skoro nie ideologią to RELIGIĄ narzuconą z góry. A co z innymi religiami? Pragnę więc podkreślić, że nigdy nie twierdziłem, że rzymsko-katolicka religia jest fundamentem, lecz prawo sumienia, czyli 10 przykazań. Nie zależnie od kultury, sposobu przeżywania swojej duchowości i sytuacji socjopolitycznej, każdy człowiek posiada sumienie wryte w sercu od urodzenia aż do śmierci.
WYZNANIE z kolei jest aprobowaniem jakichś wartości, np. religii lub ideologii. Oznacza to, że samo wyznawanie czegoś nie musi koniecznie
być drogą ku dobru. Ale diabeł omija tę prawdę.
Czasami zdarzają się sytuacje, gdzie to co nazywa się religią (co miałoby sugerować wartości dobra), jest w rzeczywistości systemem destrukcyjnym. Dobrym przykładem takiej sytuacji są ofiary sekt religijnych. Liderowie głoszą czułe słowa, ale w rzeczywistości dochodzi do gwałtu. Przykłady tego typu można mnożyć w nieskończoność. Widzicie więc, że prawda jest jedna. Nie mają tu wielkiego znaczenia aspekty zewnętrzne (np. kultura, język), lecz wszystko sprowadza się do esencji prawd jakim jest sumienie.
W ostateczności Bóg nas uczy, że pedagogika powinna dążyć zawsze do wyczulenia człowieka na głos swojego sumienia. Dotyczy to również samych pedagogów. W ten sposób tego typu uwrażliwienie człowieka, nie zamaże nigdy najwyższych wartości i stanie się zaworem bezpieczeństwa dla hipokryzji i kłamstwa (źródła naszego nieszczęścia).
PEDAGOGIKA SZATANA W PRAKTYCE
Osobiście jestem przykładem człowieka który przez pierwsze 21 lat swojego życia był wychowywany wedle zamiarów diabła. Nie będąc ochrzczony za młodych lat w wieku 6 zauważyłem, że moi rodzice zmieniają kolor ciała. Pamiętam w tedy jak podszedłem do mojego ojca i zapytałem: tatuś, dlaczego jesteś pomarańczowy [...] a teraz błękitny?. Mój ojciec bardzo się martwił... Myślał wielokrotnie, że jestem chory psychicznie. Moje jednak pytanie wynikało z faktu, iż zacząłem widzieć AURE (inaczej Tumo, Prana, Ci lub Ki), która zmienia swoje zabarwienia w zależności od sytuacji psychofizycznej człowieka. Sami rozumiecie, że niezrozumiany przez otoczenie (nie tylko rodziców ale także przez późniejszych kolegów) zamknąłem się w sobie i popadłem bardzo szybko w kompleks wyższości. Dlaczego? Ponieważ stopniowo doskonaląc zdolności parapsychiczne mogłem wiedzieć i widzieć u innych to co dla nich nie jest dostrzegalne. Skupiłem się na głosie w umyśle który instruował mnie w jaki sposób rozwijać te umiejętności do entej potęgi.
Gwarantował, że w ostateczności osiągnę miłość i radość, która tak bardzo mi brakowała. Była to forma przyswajania wiedzy, która powoli, subtelnie, przeistaczała się w żądze władzy. Im bardziej przybywały mi lata, tym częściej zamykałem się na długie godziny w pokoju i praktykowałem medytacje buddyjską opartą na "asanach" (system jogi). Uczyłem się od tajemniczego głosu technik oddychania, panowania nad ciałem, aby w ostateczności rozwinąć
tzw. moce "siddhi" (nazwa hinduska określająca moce nadludzkie osiągane przez techniki medytacji orientu). Tym głosem wydawał się być Bóg...
Dzień w dzień stawałem się coraz to większym potworem aby w wieku 15 lat osiągnąć moce czytania w myślach, bioenergoterapii, techniki zabijania na odległość, techniki autohipnozy i inne o których nie ma sensu wspominać. Największą wygraną szatana był fakt, iż wadliwie interpretowałem pojęcie dobra i zła. Byłem wychowany w przekonaniu że świat jest RELATYWNY. Uważałem, że dla jednego człowieka picie wódki jest słuszne dla jeszcze innego nieograniczony seks, a dla jeszcze innego post i modlitwa. Każdy ma swoje potrzeby i ma prawo je zaspakajać - póki inni nie widzą... i się nie gorszą? Wiara w reinkarnacje sprawiła, że przestałem się w ogóle przejmować cierpieniem bliźniego swego, ponieważ byłem przekonany, że tragedie i niedole ludzkie są wynikiem grzechów poprzedniego życia. Obojętność i znieczulica opanowała moje serce. Uzasadniałem moje postępowanie wiarą w to, iż jeżeli bym pomógł człowiekowi w kłopotach to w następnym życiu i tak i tak będzie musiał spłacić swój "dług". Nie pomagając mu przyspieszam proces oczyszczenia duszy, czyli dokonuje dobrego uczynku. Czy to jest miłość? W wieku 16 lat dokonałem kolejnego wyboru który jeszcze bardziej pogłębił mnie w desperacje. Jako buddysta (czyli osoba wierząca, że ostatecznym szczęściem i celem jest oderwanie się od rzeczywistości i osiągnięcie stan pustki myślowej) porzuciłem tę drogę i zacząłem czcić moce zła (które niby miały się równoważyć z mocami dobra). Dlaczego? Ponieważ zło dawało mi upragnioną natychmiastową satysfakcje władzy i prestiżu. One zaś zastępowały w moim rozchorowanym sercu brak akceptacji przez ludzi mnie otaczających. Potrafiłem leczyć w spektakularny sposób choroby nieuleczalne w medycynie konwencjonalnej. Potrafiłem zrozumieć potrzeby emocjonalne i uczuciowe ludzi poprzez wysoko rozwiniętą empatie itd. ....
Praktykowałem krótko mówiąc okultyzm pośredni (kartomancję, spirytyzm, ezoterykę...). Okultyzm ten polega na czczeniu szatana nie będąc tego świadomy. Posiadałem możliwości które prawdziwy Bóg nie chciał mi dać. Ale szatan zadbał aby się stało inaczej! Pogrążałem się coraz mocniej w paraliżujący smutek, który zżerał mnie od środka. Im bardziej dokonywałem czynności magiczne, tym silniej pętla w gardle się zaciskała. Któregoś dnia popatrzyłem na siebie w lustrze. Byłem blady, moje oczy wyglądały jak szparki. Ręce drżały jak u alkoholika a moja twarz wyrażała po prostu przedśmiertne wyczerpanie organizmu. Przerażający widok osiemdziesięciolatka zmiótł moją dotychczasową wiarę w POTĘGĘ. Ja jej po prostu tak na prawdę nigdy nie miałem. Ciekły mi łzy z podpuchniętych oczu i po raz pierwszy w życiu ośmieliłem się przyznać - że umieram [...]. Padłem w tedy na kolana i powiedziałem Bogu, że jeżeli istnieje to niech się odezwie, niech mi pomoże, bo prawda była przerażająca. Pierwszy raz w życiu nabrałem odwagi aby się przyznać do tego, że jestem nieszczęśliwy - wyczerpany nerwowo i psychicznie. Szatan wyssał ze mnie ostatnie wnętrzności i musiałem się do tego przyznać. Ja! Ten wielki mag wszechczasów jestem nikim...
Ale Bóg to zaprzeczył. Powiedział, że mnie kocha: nie lękaj się, tak długo cierpiałeś. Pomogę ci, ale nie zrobię tego jeżeli sam tego nie zapragniesz całym swoim serduszkiem. Powiedziałem: tak! Tak! Tak! Wygrałeś. Dopomóż mi Boże!>> Bóg przemówił: Tak długo czekałem na twoje pokorne słowa. Nie lękaj się, pomoc już nadeszła lecz owoce jej zobaczysz później. Szukaj Mnie a ja będę szukał ciebie. Poznałem wtedy pierwszy dar Ducha Świętego: nadzieję, która sprawiła, że odkryłem tak bardzo dla mnie nieznany pokój.
Po odrzuceniu okultyzmu, szukałem "boga dobroci". Problem jednak polegał na tym, iż wychowany w systemach i mentalności orientalnej (od dzieciństwa do 20 roku życia bez jakiejkolwiek wiedzy o chrześcijaństwie) poszukiwałem Boga który jednocześnie głosiłby dogmat o reinkarnacji. Do chwili nawrócenia nie przyszło mi do głowy, że to Jezus Chrystus jest miłosierdziem, który ucałował me schorowane serce. Natrafiłem wówczas na ruch "hare krsna".
KROCZKAMI DO ZBAWIENIA
Ich członkowie twierdzili, że Bóg jest miłością i, że reinkarnacja jest formą czyśćca. Zaangażowałem się bardzo poważnie. Chciałem całym ciałem, sercem i umysłem być pobożny. Umartwiałem się, pościłem, przestrzegałem zasady modlitw i rytuałów aż "do bólu". Mantrowałem dzień w dzień po dwie godziny powtarzając imiona boga. Chciałem być dobrym człowiekiem, zdolnym do żalu, miłosierdzia i szczerości. Byłem przekonany, że bronie i wierze w prawdziwego Boga i innej drogi życia sobie nie wyobrażałem. W ostateczności pod wpływem mojego guru-maharajy odrzuciłem i wyrzekłem się wszystkiego pozostawiając własne mieszkanie, rezygnując ze studiów i małżeństwa. Pragnąłem szczerym sercem odpokutować grzechy... Moje odejście z życia świeckiego trwało dwanaście godzin. Zjadłem coś, umyłem się, spakowałem pięć ciuchów i parę gaci i wprowadziłem się do świątyni jako nowicjusz kandydujący na kapłana.
Moje odejście wywarło wielki szok i niezrozumienie ze strony rodziny. Tego dnia nagle wszyscy ocknęli się. Ruch hara krsna jest na liście najniebezpieczniejszych sekt w Polsce.
Jako osoba świecka bardzo często uczęszczałem do świątyni aby się modlić. W tedy pewnego banalnego dnia, bóg objawił mi się i przemówił: jesteś wielce pobożny, osiągnąłeś wielką świętość. W nagrodę obdarzę cię darem uzdrawiania, ale pod jednym warunkiem. Będziesz trzema uczuciami którymi jestem. Ja, w amoku emocji, nie myślałem długo. Cóż, jestem święty! W końcu od rana do wieczora służę z wielką pokorą. Przyjąłem propozycje bez większego namysłu. Po tym zdarzeniu leczyłem ludzi... bioenergoterapią. Jak to się stało, że nie zauważyłem, że historia lubi się powtarzać?
Anna (moja niedoszła żona) przerażona sytuacją zrozumiała jak bardzo pomimo szczerości obiegałem od PRAWDY. Modliła się we łzach odmawiając codziennie jedną część różańca. Trwało to trzy tygodnie. W między czasie próbowała bezskutecznie zaprowadzić mnie do ekspertów od sekt i socjotechnik aby mnie "otrzeźwili". W końcu któregoś dnia podczas modlitwy pękł jej różaniec i w sercu usłyszała głos który ją uspokoił i zachęcił do ponownej próby spotkania się ze mną. Zrobiła to. Pojechała do mnie z założeniem, że to po raz ostatni. Gdy weszła do pokoju byłem nastawiony bardzo wrogo do niej. Miałem wrażenia klaustrofobiczne. Tym nie mniej zauważyłem coś niesłychanego. Dziewczyna miała otoczkę auryczną, lecz światło te nie oddziaływało na moje zmysły jak w przypadku energii "Ci". Poczułem przenikającą siłę, lecz nie zniewalającą, która sprawiła że zapragnąłem posłuchać co ma mi do powiedzenia. Anna przedstawiła propozycje abym spotkał się z pewna osobą (zakonnicą dominikanką) tylko jeden raz. Po tym spotkaniu jeżeli będę chciał, już nigdy więcej nie będzie mnie nawiedzać i starać się mnie namówić na poznanie "innych to niby "prawdziwszych religii świata. Zgodziłem się. Poszedłem na spotkanie doskonale przygotowany teologicznie. Znałem pismo święte hinduskie (BHAGAVAD-GITA) prawie na pamięć. Byłem przekonany, że spotkanie tylko utwierdzi mnie w wierze, bo przecież co może wiedzieć jakaś tam zakonnica o tak wzniosłej filozofii i kulturze jaką jest wedyzm. Uważałem, że chrześcijanie to pomyleńcy, którzy bazują na wypaczonym piśmie na skutek nieprawidłowych tłumaczeń i prywatnych interpretacji tekstu. Co najważniejsze - negują dogmat reinkarnacji!
PRZEMIANA
Znam twoje czyny,
że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni
I ani gorący, ani zimny,
Chcę cię wyrzucić z mych ust.
Apokalipsa św. Jana 3,15-16
Ja nigdy nie byłem letni. Cała moja nędza była otoczona żarliwym postanowieniem odnalezienia odpowiedzi na sens życia. Błądzenie jednak sprawiło, że byłem jak glinizna - gorąca glinizna... Potraktowałem spotkanie bardzo poważnie myśląc, że będzie to dobra okazja aby zweryfikować swoją wiedzę i słuszność doktryny którą broniłem. Faktycznie bardzo mnie zaintrygowało co takiego chrześcijanie widzą w Jezusie, że nie dostrzegają "piękna" mojego boga (KRSNY). Rozmowa była spokojna. Wymienialiśmy poglądy i sposoby patrzenia na życie zarówno przed jak i po śmierci. Rozmawiało mi się z nią z wielką przyjemnością. Okazało się, że była w Indiach czternaście lat. Pracowała tam jako pielęgniarka. Wreszcie napotkałem człowieka, który mówił moim językiem (mam na myśli mianownictwo teologiczne Puranów i Wed ). Doskonale rozumiała zasady życia i etykiety rangi społecznej, którą reprezentowałem (kasta ksatriów - wojowników).
Szczery i starający się obiektywnie rozważyć tezę zakonnicy (że jestem ofiarą sekty) nie mogłem zaprzeczyć jej twardej logiki która z przerażeniem w oczach ukazała mi prawdę o reinkarnacji, bałwochwalstwie i kulturze wedyjskiej.
Tego dnia zadałem najważniejsze pytanie mojego życia: Jezu, czy to Ty Panie, któryś przemówił do mego serca gdy na progu samobójstwa błagałem o prawdę?
czyż ta chwila nawrócenia nie jest piękna?
RATIO ET FIDES
Pozwolę sobie przedstawić najważniejsze tezy i antytezy które poruszyliśmy z siostrą Michaelą Pawlik podczas rozmowy
1. Wiara w reinkarnacje polega na tym iż dusza i ciało są jednym i tym samym. Każda dusza początkuje w swoim cyklu "życia-śmierci" od pyłu, przechodząc przez najniższe stworzenia jak trawa, insekty, zwierzęta, kończąc na najwyższym stopniu ewolucji - czyli człowieku. Oznacza to w praktyce, że wierzący w reinkarnacje oceniają poziom duchowości danej istoty żywej na podstawie poziomu ewolucji biologicznej.
2. Wśród ludzi wyróżnia się cztery kasty. SUDRA, VASYA, KSATRYA, BRAMIN. Ludzie z kast wyższych są uważani za ludzi bardziej oświeconych (lepsza karma / czyli bilans skutków z poprzednich żyć) duchowo. Sudrowie są najniższą kastą. Bramini najwyższą.
3. Świadomość którą posiadamy determinuje o rzeczywistym poziomie naszej duchowości. Jeżeli ktoś jest pijakiem to nie jest wart więcej niż zwierze. W następnym życiu nie dostanie przez prawo natury ciała ludzkiego lecz np. psa.
4. Od Sudrów nie wymaga się postaw moralnych ponieważ są to dusze które po raz pierwszy raz przyjęły ciało ludzkie. Ich świadomość (czyli duchowość) nie jest wystarczająco wysoka aby zrozumieć moralność czy też etykietę kast wyższych. Sudra może defekować na środku salonu i nikogo to nie zdziwi.
Reinkarnacja jest nowoczesną formą rasizmu
5. Sudrom zabrania się kształtować w szkołach i studiach. Tłumaczone to jest tzw. "dharmą", czyli obowiązkami moralnymi danej kasty. Ich dharmą jest służenie niewolniczo członkom wyższych kast.
6. Bramini mają najwięcej przywilejów. Są bezkarni. Każde ich niesprawiedliwe potraktowanie członka niższej kasty jest traktowane jako łaska i możliwość oczyszczenia się z tzw. złej karmy dla poszkodowanego. Nadużycia są szczególnie częste w sferze seksualnej.
7. Emanacja energii człowieka z wyższej kasty (czyli jego obecność) powoduje oczyszczenie duchowe (czyli uświęcenie) człowieka z niższej kasty. Stąd hindusi składają pokłony swoim zwierzchnikom dotykając choćby ich buty. Traktują to jako łaska.
8. Bramini (czyli mistrzowie duchowni - gurumaharajowie) są nieomylni i jedynymi osobami mogącymi poprowadzić człowieka do uświęcenia. Bez guru postęp duchowy jest niemożliwy.
Definiowanie zła i dobra poprzez wiarę w reinkarnację jest skandaliczną socjotechniką mającą na celu utrzymanie władzy i dobra materialne elity społecznej
9. Wiara w reinkarnacje polega na założeniu, iż to sam człowiek drogą ewolucji (cyklu życia-śmierci) staje się bogiem. W postaci boskiej jest w stanie tworzyć i wpływać na świat materialny.
10. Konsekwentnie Hindusi nie wierzą w zbawienie w sensie chrześcijańskim, ponieważ bogowie (ciosane bożki) do których się modlą są obecnościami zaawansowanych dusz.
11. Bóg czy też pół-bóg jest duszą "zrealizowaną", czyli uwolnioną od przywiązania do zmysłów i świata materialnego
Wiara w reinkarnacje (w hinduizmie) jest tak na prawdę ateizmem, czyli nie jest religią jak się ją potocznie nazywa
12. Tylko Bramini są wtajemniczani w praktyki i techniki "jogi mistycznej"
13. Mistyka w sensie orientalnym (szczególnie w hinduizmie!) oznacza rozwijanie moc parapsychologicznych ŕ "siddhi". Do najpopularniejszych należy umiejętność lewitacji, empatii, bioenergoterapii, materializacji obiektów, telekinezy, autohipnozy, hipnozy zbiorowej i indywidualnej.
14. Siddhi są najwyższą formą świadomości, czyli duchowości.
15. Siddhi służą aby epatować i kontrolować resztę społeczeństwa poprzez ślepą ufność
Mistyka orientalna jest okultyzmem a nie pracą nad swoimi ułomnościami (tak jak to jest w chrześcijaństwie)
16. Sekty neohinduistyczne i neobuddyjskie nie przekazują całej wiedzy związanej z prawdami wiary (wiedza potajemna) lecz segregują ludzi i wtajemniczają tylko wybranych
17. Sekty neohinduistyczne wprowadzają elementy prawd wiary chrześcijaństwa aby zatuszować manipulacje i ułomności ludzkie elit duchownych
Różaniec jest najskuteczniejszą bronią na szatana
CZAS EGZORCYZMÓW
Po przyjęciu sakramentów dobrowolnie i świadomie byłem egzorcyzmowany. Jezus Chrystus pokazał mi wówczas moją nędzę. Tymi trzema uczuciami, którymi miał być KRSNA były pycha, nienawiść i zazdrość - a pycha z nich najcięższa.
Błogosławione niech będzie święte i Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej. Kłaniamy Ci się Chryste, i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż Twój święty odkupił świat. Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami. Błogosławione niech będzie święte i Niepokalane Poczęcie Najświętszej
amen
Sergiusz O.
|