Stowarzyszenie Effatha - sekty, zagrożenia wiary, apologetyka
www.effatha.org.pl
Jan Paweł II o sektach

  • Ciekawe artykuły

  • Szukasz informacji o sektach?

  • Chcesz wiedzieć co zagraża Twojej wierze?

  • Nie wiesz jak bronić swojej wiary?

  • Potrzebujesz pomocy?

  • Chcesz nam pomóc?

  • Oświadczenie Ośrodków Informacji d/s sekt i NRR w sprawie działań p. Ryszarda Nowaka

  • Szukasz odpowiedniej literatury?

  • Wstecz

    Kościół Zjednoczenia

    Jestem byłą członkinią Kościoła Zjednoczenia i byłam znacznie zaawansowana, ponieważ u moonów mieszkałam i działałam przez trzy lata. Muszę przyznać, że artykuł s. Zofii jest bardzo poprawny, może są tam drobne nieścisłości faktów z życia samego S. M. Moona, czy rozwoju ruchu, ale trzeba być naprawdę wewnątrz, żeby to poznać.

    Specyfiką ruchu jest wielkie i szczere zaangażowanie członków. Ci, którzy decydują się na życie w ruchu bardzo długo znajdują się w cieplarnianych warunkach, gdzie wszyscy starają się urzeczywistniać ideały tkwiące w głębi serca każdego człowieka. Z czasem przechodzi się kolejne wtajemniczenia, jest to zasada mająca podświadomie popychać młodych, by chcieli być bardziej samodzielnymi i odpowiedzialnymi członkami. Mnie popychała do przyspieszenia kroku chęć poznania wszystkiego, co odnosiło się do żyjącego mesjasza Moona, a gdy nie znajdowałam odpowiedzi na jakieś pytania, zawsze pozostawał ten asekuracyjny punkt, że jeszcze nie doszłam do końca wiedzy w ruchu.

    Pod koniec trzeciego roku bardzo zaangażowanego życia w ruchu, zaczęło się w końcu coś psuć. Był to czas wysyłania młodych na "święty ślub" do Korei, o którym była już mowa w poprzednim artykule. Przed ślubem przechodziliśmy ostatnie wykłady tzw. work shop. Tam okazało się, że S.M. Moon nie miał dwóch żon, bo o dwóch wszyscy wiedzą i jak to się mówiło w ruchu - akceptują, ale cztery. O trzech wiem sama, o czwartej nie jestem pewna, bo nawet tam odpowiedź na zadane pytanie odnośnie czwartej żony Moona padła bardzo wykrętnie. Trzecia żona zmarła w szpitalu i podaję tę informację, jako minimalne sprostowanie do artykułu s. Zofii.

    Nie będę opisywała całego procesu wewnętrznej przemiany, jaki tam u mnie nastąpił. Opowiem tylko o moim wcześniejszym i aktualnym życiu.

    Pochodzę z rodziny niepraktykującej, byłam ateistką. Na spotkanie moonów złożył się zbieg wielu niesamowitych wydarzeń. Wiadomość iż Moon jest Mesjaszem, rozwiązała wiele moich problemów, a przede wszystkim to, że skoro jest mesjasz, to musi być Bóg i zaczęłam w Niego wierzyć.

    Te trzy lata spędzone u moonów, to ciągła gonitwa do przodu. Chciałam nadrobić czas straconego życia bez Boga, dlatego może bardzo szybko dobiegłam do końca danych tam możliwości. Okazało się, że nauka Moona "Zasady" jest zamknięta, przemyślana i w zasadzie bardzo ograniczona, chociaż inteligentna. Końcówce pobytu w ruchu towarzyszyło stopniowo poznawanie Kościoła katolickiego. Gdy zobaczyłam, że w "upadłym świecie", czyli wszędzie poza ruchem też ludzie żyją z Bogiem, był to jeden z kubłów "zimnej wody" i innym było odkrywanie siebie. Przez prawie trzy lata potrafiłam robić z siebie świętą, od świtu do nocy działać dla Boga, kochając ludzi i ponosząc różne ofiary. Niestety, brak prawdziwego kontaktu z Bogiem, (a może swoją ohydę wewnętrzną zaczęłam dostrzegać zupełnie niespodziewanie), powodował, że ta sprzeczność wewnętrzna z zewnętrzną stroną, stawała się nie do zniesienia. To był kolejny kubeł zimnej wody. Zdecydowałam się popatrzeć na ruch z boku. Wyprowadziłam się w zamiarze uczestniczenia dalej w ruchu i po raz pierwszy pojechałem na dłużej do domu. Tam natrafiłam na rekolekcje wspólnoty katolickiej i potem posypało się lawinowo w moim życiu. Po rekolekcjach jacyś ludzie zapoznawali mnie z innymi, a więc obóz biblijny i w końcu katechezy neokatechumenalne.

    Jestem w neokatechumentacie już dwa lata. Przez pierwsze pół roku miałam pomieszane w głowie zupełnie do granic ciemności. Ciągłe uczestnictwo w Liturgii, Eucharystii, a także związek ze wspólnotą żyjącą w Kościele, zaczęły rozjaśniać mi, na czym polegała różnica między ruchem Moona, a Kościołem. Tam wszystko jest odwrócone o 180 stopni, ale przy zwykłej rozmowie nikt nie jest w stanie tego dostrzec. Różnica uwidacznia się dopiero w życiu. Czasem zastanawiam się, dlaczego ludzie znający Jezusa, będący w oazach, dają się nabrać?

    Na zakończenie jeszcze jedna ważna - myślę - refleksja. Po odejściu z ruchu (gdyż już widziałam konflikt między życiem w ruchu, a życiem w Kościele) miałam problem z modlitwą. Bałam się modlić, ponieważ nie wiedziałam do kogo się modlę, kto słucha mojej modlitwy. Ograniczyłam ją wówczas do modlitwy podczas spotkań wspólnoty neokatechumenalnej. Również zaczęłam się modlić różańcem, dzięki podpowiedzi księdza. Przez długi okres czasu różaniec był jedyną modlitwą, jaką mogłam odmawiać. Ona mnie ratowała, dodawała sił i pomogła stać się prawdziwie wolną, wolnością dziecka Bożego.

    Także wydaje mi się ważne, aby ludzi wplątanych w sekty, nie przekreślać. Traktować ich w pierwszej kolejności jako ludzi, być może większość z nich nigdy wcześniej nie zaznała akceptacji, ani nie wiedziała, na czym polegają zdrowe relacje uczuciowe między ludźmi.

    Ruch Zjednoczenia wykorzystuje wrażliwość i uczuciowość człowieka.

    Stworzono tam warunki umożliwiające sztuczny rozwój emocjonalnej strony, także po dłuższym okresie życia w ruchu, człowiek zazwyczaj młody, nie jest w stanie sam wrócić do normalnego życia w świecie.

    Życzę wszystkim młodym, bo na takich czyhają największe niebezpieczeństwa, by nie przyjmowali pochopnie pięknych słów. W Jezusie Chrystusie wszystko zostało powiedziane i nie są potrzebne nowe księgi, rzekomo tłumaczące Pismo Święte, ani nowi mesjasze, których w ostatnich czasach rodzi się coraz więcej.

    Jezus jest Panem!

    Ewa, była członkini Kościoła Zjednoczenia



    © Wszelkie prawa zastrzeżone 2001-2008

    Stowarzyszenie EFFATHA
    e-mail: info@effatha.org.pl

    Ostatnio aktualizowane: 27.06.2005
    Strona istnieje od: 15.10.2001