Ciekawe artykuły
Szukasz informacji o sektach?
Chcesz wiedzieć co zagraża Twojej wierze?
Nie wiesz jak bronić swojej wiary?
Potrzebujesz pomocy?
Chcesz nam pomóc?
Oświadczenie Ośrodków Informacji d/s sekt i NRR w sprawie działań p. Ryszarda Nowaka
Szukasz odpowiedniej literatury?
|
|
Dark side of the MOON
Reportaż ze spotkania z "Matką Moon"
- Mantaj!- wykrzykiwali sympatycy sekty założonej przez Sun Myung Moona podczas "Turnée Pokoju w 180 Narodach", które odbyło się 2 lipca w Warszawie. Można było się spodziewać, że nie będzie to zwykła konferencja poświęcona sprawom pokoju na świecie, chociaż na zaproszeniach widniał temat "Boży Ideał Doskonałej Rodziny, Narodu i Królestwa Pokoju". Było na co popatrzeć. Rytualne picie Świętego Soku, odnowa przysięgi małżeńskiej, Błogosławieństwo Pokoju Światowego, a przede wszystkim przemowy nadludzi, jakimi dla przybyłych zdaje się być żona Sun Myung Moona, pani Dr Hak Ja Han Moon i ich czwarty syn Dr Kook Jin Moon.
Na spotkanie udałem się z koleżanką z redakcji. Zupełnie nie wiedzieliśmy, co nas tam będzie czekać.
Stowarzyszenie Marksistów Polskich i sekta Moona?
Jak co dzień przeglądałem pocztę skierowaną do naszej redakcji. Wśród zwykłych listów znalazło się coś intrygującego. Międzyreligijna i Międzynarodowa Federacja na rzecz Pokoju Światowego zaprasza na spotkanie z żoną i synem słynnego Moona. Adres na kopercie zgadza się, poza jednym szczegółem- adresatem, którym było Stowarzyszenie Marksistów Polskich. Jak się potem okazało, rzeczywiście taki twór istnieje i działa tuż obok naszej siedziby. Czyżby prezes od Karola Marksa, pan Jan Rychlewski, oprócz lektury "Manifestu komunistycznego" zaczytywał się również w przemówieniach czcigodnego Moona?
Pierwsze wrażenia
Hotel Victoria był jak zwykle ekskluzywny, a jego pracownicy dyskretnie i elegancko wskazali nam drogę do sali balowej. Po drodze mijaliśmy odświętnie ubranych ludzi różnych ras i języków. Większość stanowili jednak Polacy, którzy wyglądali na starych dobrych znajomych. Minęliśmy stół z wystawioną wodą i podeszliśmy do małej ślicznej Koreanki, która emanując jakąś dziwną serdecznością, obejrzała nasze imienne bileciki i zaprosiła nas na salę.
Kwiaty! Kwiaty w klapach niektórych dżentelmenów. Kwiaty na scenie. Kwiaty dookoła mównicy, a w głowie jedno pytanie: czy oni już wiedzą, że jestem tu przypadkowo? Ruszamy do pierwszych rzędów. Wszak widzieć z kilku metrów najbliższą rodzinę Moona to nie lada atrakcja. Niestety, front sali zarezerwowano dla VIP-ów, czyli ambasadorów pokoju i zdaje się kierownictwa tego
nazwijmy je środowiska. W końcu znaleźliśmy dwa wolne miejsca, na których czekały na nas zestawy słuchawkowe do tłumaczenia symultanicznego oraz jakaś papierowa elegancka torebeczka. W środku pakunku były buteleczki z inskrypcją "Holy Juice" (Święty Sok).
-Mimo wysokiej temperatury, proszę zachować Święty Sok na odpowiedni moment- powiedział jeden z prowadzących. Jaki moment? Przejrzeliśmy otrzymane broszury i znaleźliśmy punkt: "Toast za szczęście rodziny, jedność i pokój światowy". A więc trzeba to będzie pić ceremonialnie. Do tego zobaczyłem, że w torbie znajduje się jakaś biała szarfa o dziwnym zapachu. Próbowaliśmy się nie śmiać, ale gdzieś wewnątrz zacząłem odczuwać niepokój. Przypomniałem sobie pierwszych chrześcijan, którzy woleli zginąć niż rzucić choćby garstkę kadzidła w ofierze obcym bogom. Miałem nadzieję, że zaproszono również osoby "nieiluminowane" przez Moona. W pewnym momencie poczuliśmy się tam intruzami.
Początek
Spotkanie zaczęło się bez fleszy i kamer dziennikarskich. Atmosfera robiła się coraz bardziej podniosła, a ja przeżyłem kolejny szok. Do mównicy podszedł mężczyzna w koloratce. Jak się okazało był nim ks. prof. dr hab. Leon Maszczyk z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.
- Jak on może z ambony mówić o nawracaniu, a potem popierać tych sekciarzy- powiedziała mi na ucho wyraźnie zgorszona redakcyjna koleżanka. Modlitwa była spontaniczna i przypominała jakąś paplaninę o obecności Boga, tak, jakby za chwilę miało tu nastąpić coś supernadprzyrodzonego.
Dla rozprężenia na scenę wszedł zespół wokalny i odśpiewał beethovenowską "Odę do radości". Jak widać, hymn Unii Europejskiej podoba się również moonistom.
- Proszę wyjąć i założyć na siebie Chustę Pokoju- padło polecenie prowadzącego. Dylemat: mamy to zrobić, żeby się nie ujawniać jako dziennikarze, czy też od początku kontestować całą symboliczną otoczkę?
- Zakładamy tę chustę, ale nic więcej- stwierdziłem niepewnie. Na tym się nie skończyło. Na scenę weszło kilka par, aby odnowić swoje przysięgi małżeńskie. Wśród nich byli muzułmanie, żydzi i chrześcijanie, ale raczej li tylko nominalnie, ponieważ ichniejszą religią jest to, co mówi im ojciec Moon.
- Nie pijemy tego soku, zdejmujemy te szaliki i siadamy- zadecydowałem. Wyjąłem kartkę i zacząłem opisywać rytuał picia soku i przemyślenia, które wykorzystam w reportażu. Zaczęła mnie boleć głowa, podczas gdy inni popadli w stan "pokoju i miłości", w czym wyraźnie pomagała im muzyka relaksacyjna puszczana w tle przemówień i modlitw.
Gwiazdor dr Kook Jin Moon
Wszyscy poza nami wstali i klaskali. Na scenę wszedł adorowany przez moonistów czwarty syn założyciela sekty. Poczułem, że nasza postawa poczytywana jest za nietakt, ale wszystko to utonęło w atencji słuchaczy poświęconej członkowi królewskiej rodziny. Młody Moon zaczął swoje przemówienie o pokoju na świecie.
- On gada jak pacyfista albo działacz jakiejś globalistycznej organizacji- zwróciła uwagę koleżanka. Faktycznie Moon, bujając się spazmatycznie, opowiadał o budowaniu lepszego ONZ, o walce z rasizmem, antysemityzmem, brakiem tolerancji et cetera. Według mówcy, jeszcze za życia jego ojca nastanie Wieczna Epoka Pokoju. Pogratulować wiary, bo tatuś ma już 86 lat.
- Pokój światowy nie nadejdzie bez "małżeństw wzajemnej wymiany"- epatował enigmatycznie. Okazało się, że należy wstępować w związki małżeńskie z parterem z innego kraju, religii i o odmiennym kolorze skóry. Na tym nie koniec. Parę musi skoligacić sam założyciel sekty. Nawet chciałem zapisać się "na żonę", ale na spotkaniu nie było ku temu okazji.
- Ten facet obok ciebie cały czas "zapuszcza żurawia" i patrzy, co tam piszesz- zauważyła koleżanka. Rzeczywiście, jakiś zaangażowany w klaskanie moonista wyginał się nad moimi notatkami. Poczuł się wyraźnie obrażony, kiedy zacząłem notować po francusku. Cóż, trzeba się uczyć języków obcych, a nie spędzać pół życia na lekturze słów guru. Tymczasem profesjonalne tłumaczki z trudnością nadążały z tłumaczeniem przemówienia Kook Jin Moona. Jak się okazało, najgorszą robotę miały jeszcze przed sobą.
Prawdziwa Matka dr Hak Ja Han Moon
Na ten moment wszyscy czekali. Do mównicy podeszła żona założyciela sekty, uważana za drugą Ewę, a nawet emanację samego Ducha Świętego. Królowa Moon wyszła w bardzo szykownej czerwonej sukni. Kolczyki lśniły diamentami, a na piersiach spoczywała okazała diamentowa kolia. Przyzwyczaiłem się już do siedzenia podczas owacji na stojąco.
- Zostajemy do końca?- zapytała koleżanka zmęczona całą tą inscenizacją i długimi monologami, które powtarzały do znudzenia kilka tych samych treści. Zostaliśmy. W końcu za to nam płacą. Homilię Matki Moon można by ironicznie skwitować "Wstąp do Moona, albo Moon wstąpi do ciebie!". Innymi słowy bez moonowego błogosławieństwa, małżeństwa i przestrzegania jego nauki pozostajemy dziećmi szatana.
- Jak nie wiesz, co ona plecie, to nie kombinuj, tylko zaczekaj, aż załapiesz- powiedziała jedna z tłumaczek do koleżanki po fachu, nie wiedząc, że będzie to słychać w słuchawkach. Wcale się jej nie dziwię. Taki natłok różnych religijno-filozoficznych bajek z polityczno-ekonomicznymi "wbitkami" może zbić z tropu nawet najbardziej wytrawnego tłumacza.
Czym jest sekta Sun Myung Moona?
Dla niewtajemniczonych nic z tego spotkania nie wynikało. Zamieniłem się na miejsca z koleżanką, unikając wzroku wścibskiego sąsiada. Zacząłem wertować materiały o sekcie, które wcześniej wydrukowałem z Internetu. Dopiero z nich dowiedziałem się, że "czcigodny"Moon doznał widzenia. Ukazał mu się Jezus Chrystus, który nakazał dokończyć swoje dzieło. Chrystusowi się to nie udało, ponieważ dał się złapać i ukrzyżować, zanim zdążył wydać na świat doskonałego potomka - wolnego od grzechu pierworodnego. Brzmi to idiotycznie, ale taka jest właśnie wersja szefa sekty.
W celu przeprowadzenia misji w 1954 roku Moon założył Kościół Zjednoczeniowy. Nikt o tym nie mówił na spotkaniu. Może dla wszystkich było to tak oczywiste jak to, że dwa i dwa to cztery. Doszedłem do wniosku, że nauki Moona są pełne sprzeczności, a składają się po trosze z chrześcijaństwa, spirytyzmu, okultyzmu, taoizmu, polityki, inżynierii elektrycznej, socjologii i specyficznej metafizyki.
- Czy wiecie państwo, ile pieniędzy wydają Stany Zjednoczone na wojnę w Iraku?- potępiającym głosem zapytał syn Moona.- "Można by za nie zrealizować wspaniałe rzeczy".
Ojciec Moon potępia przemoc, wojny, wszelką nietolerancję, nacjonalizm, ale nie przeszkadza mu to w prowadzeniu fabryki karabinów M-16 w Korei Południowej. Nic o tym nie mówiono. Nie mówiono też o tym, że ma związki z Yakuzą, jedną z groźniejszych mafii na świecie. Ludzie sekty tej rzeczywistości nie widzą. Pomyślałem, że pięć milionów zagubionych ludzi na świecie żyje w jej szponach. Ich majątki, czas, pragnienia, uzależnione są od woli Moona, a jego imperium finansowe i zdolności manipulacyjne pozwalają prognozować rozwój sekty na świecie, również w Polsce.
"Tylko mieszane małżeństwa mogą przynieść światu prawdziwy pokój"- ciągle brzęczało mi w głowie. Spoglądałem na młodych ludzi na sali i wyobrażałem sobie, jak Moon wybiera im żonę lub męża w jakimś odległym zakątku świata. Odczuwałem współczucie. Guru sekty nakazuje surową wstrzemięźliwość seksualną, lecz sam spłodził tuzin dzieciaków z trzema żonami. Zresztą motywuje to koniecznością rozsiewania swojego świętego nasienia.
Tournée Pokoju odbyć ma się w 180 krajach. "Jeśli w każdym kraju organizacje parasolowe sekty wydają tyle pieniędzy na organizację kosztownych spotkań, to ile oni muszą mieć szmalu" - pomyślałem niezbyt górnolotnie. Od pewnego czasu nie słuchałem już właściwie przemówień, tylko wertowałem swoje materiały. Tak myślałem! Okazało się, że Moon jest miliarderem, na którego datki przekazuje ponad pięć milionów wiernych wyznawców. Sekta, jak sekta. Jednak to, co odróżnia Moona od np. krisznowców, to jego szerokie powiązania polityczne i wpływy w mediach. Prawdziwy rodzic przyjmowany jest przez szefów wielu państw. Mało kto wie, że mooniści kontrolują poczytny dziennik "The Washington Post".
Wczorajsza teologia szczęścia Boga
- "Bóg przed stworzeniem człowieka był niekompletny i smutny, ponieważ był sam"- przekazała myśl swojego męża pani Moon. Niekompletny Bóg. Ciekawe, co na to ksiądz profesor, który rozpoczął spotkanie i pastor, który podsumował na koniec całe wydarzenie.
- Bóg potrzebował do szczęścia Adama i Ewy- stwierdziła, po czym dała do zrozumienia, że pierwsi rodzice nawalili i aż do czasów nowego Adama i Ewy, czyli jej i męża, serce boże pogrążone było w męczarniach. Tomasz z Akwinu przewracał się w grobie, a mnie robiło się coraz śmieszniej.
- Mężczyzna jest niebem, kobieta zaś ziemią- podoba mi się, powiedziałem ironicznie do koleżanki, po wysłuchaniu kolejnych słów żony szefa sekty.
- Narząd seksualny mojego męża należy do mnie, a moje narządy płciowe należą do mego męża- oświadczyła Prawdziwa Matka. Wytłumaczyła, że małżeństwo zastawia się na prawie własności. Ciekawe, co na to marksiści, których zaproszenie pozwoliłem sobie wykorzystać?
Fiksum dyrdum
Ostatni punkt programu opuściliśmy. Mooniści przygotowali bowiem występ artystyczny. Przez dwie godziny czułem kołatanie w głowie. Nie twierdzę, że tak wygląda pranie mózgu, ale faktem jest, że jeszcze kilka godzin takiej indoktrynacji i musiałbym ratować się potężną porcją etopiryny. Wychodzimy z ekskluzywnej Victorii i siadamy w restauracji wietnamskiej na Marszałkowskiej. Co zamawiam? Kurczaka na ostro z grzybkami...MUN.
Robert Wyrostkiewicz
P.S.
MOONIŚCI W POLSCE
Pierwsi misjonarze pojawili się u nas w 1980 roku. Dziś w Polsce jest około 500 moonistów. Organizują naukę języków obcych, oferują też atrakcyjne wyjazdy, między innymi do Korei Południowej. Moon odwiedził Warszawę w 1995 roku. Jego zaufany Chung Kwak, obecnie wydawca "Washington Post", był w Gdańsku w 1989 roku.
W 2001 na zaproszenie Moona do Nowego Jorku pojechał Lech Wałęsa. Dwa lata później prezydent skorzystał z zaproszenia na zjazd laureatów pokojowej Nagrody Nobla w Seulu. Wygłosił oświadczenie o przywiązaniu do Kościoła katolickiego.
Forum: Wypowiedzi Czytelników Wortalu Prawy.pl
Autor jest dziennikarzem portalu http://www.prawy.pl.
Dziękujemy Autorowi za udostępnienie i zgodę na przedruk w/w artykułu.
|
|