Manipulowanie tekstami biblijnymi
Założyciel sekty Badaczy Pisma Świętego, Charles T. Russell, przyjął w części mylną doktrynę religijną od adwentystów, w części zaś sam wymyślił różne "innowacje" i to takie, jakie sam uznał za stosowne. Oczywiście te nowe "nauki" nie mogły pasować do treści zawartych w Biblii. Już wówczas więc zastosował on, chyba jako pierwszy - bo inni heretycy jednak na to się nie odważyli -najprostszą z możliwych metod. Po prostu zmieniał w niektórych fragmentach treść Pisma świętego tak, by pasowała do jego potrzeb. Nawet nie próbował nieraz uzasadnić zmiany, bo i jak, skoro nie znał żadnego z języków, w których były sporządzone pierwsze rękopisy: greckiego, hebrajskiego czy aramejskiego. Zmianę kwitował tylko uwagą: "zobaczcie polepszenie".
Następca Russella, Joseph F. Rutherford, w 1931 roku zmienił nazwę organizacji wydawniczej na Świadkowie Jehowy. Ta zmiana nazwy nie spowodował jednak ani za tego prezesa, ani za wszystkich jego następców, po dzień dzisiejszy, zmiany metod działania. Organizacja ta (Spółka Wydawnicza Strażnica) wydała parę lat temu swe własne tłumaczenie Pisma świętego, zwane New World (Nowego Świata) - i o ile w ogóle można je nazwać tłumaczeniem, ponieważ bez oparcia się o jakiekolwiek materiały źródłowe wiele fragmentów dostosowano dowolnie tak, by tekst pasował do ich doktryny.
Np. w Nowym Testamencie niemal dwieście razy wydrukowano imię Jehowa, którego ani razu nie użyli Autorzy Ewangelii, Listów i Apokalipsy.
(Nawiasem mówiąc słowo Jahwe nic nie oznacza, bowiem tetragram JHWH należy odczytać jako Jahwe, zaś jedno z imion Boga Ojca, to objawione Abrahamowi, brzmi w tłumaczeniu "Jestem, Który Jestem", a dokładne jego brzmienie w języku Izraelitów było tajemnicą najwyższego kapłana świątyni jerozolimskiej.)
Brooklyńska Organizacja Strażnicy wydała obszerną broszurę pt. Czy Bóg naprawdę się o nas troszczy? Na stronie 21 tak w niej piszą:
"...W roku 1914... Michał (Chrystus dysponujący niebiańską władzą) i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem (Szatanem)... zrzucony został na ziemię. Zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie" (Objawienie 12:7-9).
Nie będę tu omawiać, że Pan Jezus nie jest żadnym aniołem (patrz np. Psalm 2:7 i Hb 1,5-8)), ani też Bóg nie musiał w niebie przebywać aż do roku 1914 wspólnie z szatanem i demonami, ale proszę zwrócić uwagę jakim to cytatem podpierają swą tezę:
"Nic więc dziwnego, że mówiąc o naszych czasach, Jezus przepowiedział: "Na ziemi (będzie) lęk bezradnych narodów (...). Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świa?" (Łk 21:25,26).
Pasuje? Tak się wydaje, ale proszę przeczytać ten fragment Ewangelii bez wykropkowania Strażnicy i z całym kontekstem:
"Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą" (Łk 21,25-27).
Jak więc widać, ten fragment pouczenia Jezusa nie dotyczy ani roku 1914, ani naszych czasów, ale końca świata oraz widzialnego dla wszystkich ponownego przyjścia Chrystusa na ziemię dla dokonania Sądu Ostatecznego.
Strażnica jednak tak manipuluje cytatami, posługując się wykropkowaniem, względnie małym fragmentem tekstu, lub wreszcie zupełnym przeinaczeniem, aby tylko wszystko pasowało do ich wywodów.
W dalszej części broszury starają się wmówić ludziom, że nie wszyscy zmartwychwstaną! Dla poparcia swej tezy, na stronie 25, podają taki cytat: "Wszyscy, co są w grobach pamięci (w pamięci Bożej) usłyszą jego (Jezusa) głos i wyjdą" (Jana 5:28,29 NW).
A jak rzeczywiście wygląda ten fragment w Piśmie świętym?: "Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny - na zmartwychwstanie potępienia" (J 5,28-29).
I tak więc zamiast polepszenia, w wydawnictwach jehowitów zobaczyliśmy po prostu kłamstwa.
W zakończeniu Apokalipsy, będącej też zakończeniem całego Pisma świętego, św. Jan przestrzega:
"Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym - które są opisane w tej księdze" (Ap 22,1819).
Widać przywódcy świadków Jehowy za nic sobie mają natchnione ostrzeżenie św. Jana.
Niedawno przekonałem się, że jabłko niedaleko spada od jabłoni, a uczeń odzwierciedla poglądy swego mistrza.
Będąc na dworcu w Olsztynie obserwowałem stojące tam kobiety z sekty świadków Jehowy z rozłożoną na parapecie literaturą Strażnicy. Podróżni raczej z daleka omijali to miejsce. Ja jednak podszedłem i zapytałem czy mają może Pismo święte. Jedna z nich wyciągnęła schowaną Biblię Gdańską (protestancką). Otworzyłem ją na stronach Ewangelii wg św. Jana i zacząłem czytać z rozdziału szóstego o Eucharystii: "...Ciało moje jest prawdziwym pokarmem... Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki..: '
- Czy wierzycie w to, co tu napisano, czy stosujecie się do tego? - zapytałem.
W odpowiedzi usłyszałem: "Wtedy oni nie wiedzieli jeszcze co pisali. Teraz nasze kierownictwo ma nowe światło i wie lepiej."
Dla takich "świadków" nie potrafiłem już znaleźć żadnych argumentów do dyskusji. Mogłem tylko odejść. Gratuluję Brooklynowi wyznawców!
Będąc parę dni temu (wrzesień 93) na dworcu kolejowym w Warszawie Wschodniej, zauważyłem w tunelu mężczyznę, który siedział na koszu na śmieci, a obok na parapecie prezentował wachlarz Strażnic, przeważnie w języku rosyjskim. Także i tym razem zbliżyłem się i rozpocząłem rozmowę. Ponieważ świadek ten koniecznie kierował dyskusję na temat mszy świętej, zapytałem dlaczego nie idą śladami pierwszych chrześcijan i nie gromadzą się "na łamaniu chleba". Powołałem się przy tym na odpowiednie opisy z Nowego Testamentu.
- Panie - odparł mi kategorycznym, zdecydowanym głosem człowieka, który wie wszystko. - Przecież ci co gromadzili się w katakumbach to nie byli chrześcijanie. To właśnie oni wymordowali wszystkich chrześcijan, zaś cesarz Konstantyn, poganin, założył wtedy fałszywy kościół.
Przytoczyłem tylko dwa przypadki z wielu, z którymi się zetknąłem. Skąd takie poglądy się biorą?
Jeżeli ludzie zwiedzeni przez Organizację Strażnica obietnicą wiecznego ziemskiego raju nie mogą zauważyć prostych do wykrycia fałszerstw, czy możliwe jest, by spostrzegli inne niekonsekwencje w jehowickiej doktrynie?
We wspomnianej wyżej broszurze na stronie 18 napisano:
"W bieżącym stuleciu Bóg zajął się sprawami ziemi (...) w roku 1914 Chrystus objął władanie Królestwem Bożym, które obecnie czeka na sygnał do zdruzgotania całego systemu podległego Szatanowi. Jest gotowe wyruszyć na podbój..."
Tak piszą, a przecież z tego tylko jedno jest prawdą. To, że jedynie Pan Bóg zadecyduje kiedy nastąpi koniec świata. I to wbrew wielokrotnym już wyliczeniom i ogłaszaniu tego końca przez Organizację Strażnicy. Ale czy Bóg rzeczywiście "zajął się sprawami ziemi" dopiero w naszym stuleciu? Czyżby jehowici chcieli sugerować, że ostatnie dwie wojny światowe to wina Pana Boga? Co zaś do tej "gotowości na podbój" - przecież świadkowie najwyraźniej chcą wmówić, że w niebie organizowana jest armia która wyruszy na zniszczenie ziemi. Zresztą publikowali już obrazy tej armii: jeźdźcy na koniach z mieczami, a Chrystus (jako archanioł Michał) na czele. Może więc nawet świadkowie uważają, że do nieba specjalnie zebrano z ziemi kowali i płatnerzy, aby przygotowali broń dla tej armii?
Niestety, zapomnieli, że Bóg jest wszechmogący! Nie potrzebuje On żadnej armii, przygotowań ani wyliczania Mu czasu przez kiepskich rachmistrzów z Brooklynu. Wystarczy, że powie słowo, skinie ręką lub inaczej wyrazi swą wolę, a świat może w jednej chwili rozsypać się w sposób w jaki zechce.
W dalszej części broszury podtytuł: "Usuwanie śladów przeszłości" (str. 27) - to znowu brak wiary, że Bóg bez pomocy świadków Jehowy potrafi zapewnić "tym, którzy Go miłują" warunki, o których "ani oko widziało, ani ucho słyszało" (1 Kor 2,9). Uważają, że oni sami będą musieli przygotować sobie raj. I w części II broszury zapytują (podtytuł): "Co wybierasz?" Odpowiadam więc zdecydowanie: O ile Jezus na sądzie uzna to za możliwe, to opowiadam się za obietnicami danymi przez Niego, a zapisanymi w Piśmie świętym (np. Mt 25,34 i 2 Kor 5,1). Z raju sekciarzy stanowczo rezygnuję. Jeszcze by mi kazali pisać co tydzień sprawozdania z ilości godzin "studiowania" Strażnicy?
Romuald Kromplewski
Artykuł pochodzi z czasopisma "EFFATHA-Otwórz się!" 6/1996 str. 178-181
|