Ciekawe artykuły
Szukasz informacji o sektach?
Chcesz wiedzieć co zagraża Twojej wierze?
Nie wiesz jak bronić swojej wiary?
Potrzebujesz pomocy?
Chcesz nam pomóc?
Oświadczenie Ośrodków Informacji d/s sekt i NRR w sprawie działań p. Ryszarda Nowaka
Szukasz odpowiedniej literatury?
|
|
Świadkowie Jehowy boją się
Na zaproszenie Ks. Proboszcza u końca tegorocznego lata byliśmy gośćmi w parafii Ducha Świętego w Woli Uhruskiej n. Bugiem w diecezji siedleckiej. Parafia ta liczy ok. 3000 wiernych, z których ok. 100 osób jest świadkami Jehowy. Dlatego też podjęliśmy wysiłek apostolski, by dotrzeć do domów tych zagubionych ludzi i ukazać im prawdę Chrystusowej Ewangelii w nadziei, że będziemy mogli cieszyć się nawróceniami.
Reakcja świadków na naszą działalność była różna. Niemniej jednak wszyscy okazywali zdziwienie, po przecież do tej pory tylko świadkowie chodzili po domach głosząc swoje racje. W pierwszych dniach niektórzy brali nas za swoich braci świadków.
Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, gdy świadkowie zorientowali się, że jesteśmy katolikami znającymi Pismo św. i ich literaturę, zaczęli wykręcać się od rozmów z nami. W pewnym domu świadek Jehowy powiedział nam wprost, iż z nami nie będzie rozmawiał, gdyż boi się o swoją wiarę. Nie chce, by mu ktoś coś nowego mówił, wprowadzał wątpliwości. I chociaż wypowiedź ta dobitnie świadczy o słabym ugruntowaniu świadków w swej wierze, to należy stwierdzić, że była to jedna z bardziej szczerych odpowiedzi, jakie usłyszeliśmy.
W naszym apostolstwie nie chcieliśmy omijać domów przełożonych świadków. Rozmawialiśmy ze starszymi. Niestety i oni nie byli w stanie wyjaśnić wielu kwestii, związanych nie tylko z Biblią (np. czy wiedzą, kto i kiedy ustalił kanon Pisma św.), ale również z ich własną literaturą. Pokazywaliśmy przykłady licznych zmian, zaprzeczeń, to, iż w jednej "Strażnicy" piszą tak, a w drugiej zupełnie coś innego. Próbowaliśmy ukazać im, że "Strażnica" jest czysto ludzką organizacją, co doskonale widać na przykładzie licznych terminów końca świata, jakie zapowiadali. Jednakże reakcje były dość nerwowe. Gdy świadkowie widzieli, że sięgamy po jakiś numer ich publikacji, z góry się denerwowali. Mamy więc tu przykład niewolniczego posłuszeństwa naukom "Strażnicy", posłuszeństwa pozbawionego racji rozumowych i logicznych.
Nasza działalność nie pozostawała bez echa. Niektórzy świadkowie przewidując, że w wędrówce po różnych domach zajdziemy i do nich, z góry obmyślali, co nam mają powiedzieć, aby nie doszło do rozmowy z nami. Tak było u pewnej pani, która szczerze się do tego przyznała. Chcieliśmy, więc umówić się z nią na inny, bardziej dogodny dzień. Niestety, spotykała nas wciąż odmowa. Wówczas powiedzieliśmy, iż może ona sama boi się rozmawiać, więc niech zaprosi kogo chce ze świadków i wtedy porozmawiamy. Niestety, wciąż stanowisko tej pani było nieprzejednane. Widząc tych wszystkich zalęknionych ludzi, poczuliśmy w sercu żal, że można dać się tak zniewolić, tak zamknąć w ciasnym świecie "Strażnicy". Dlatego nie zrezygnowaliśmy z naszej chęci pomagania tym ludziom.
W piątek po południu odwiedził nas pan Tadeusz Kunda,który już od wielu lat broni wiary Chrystusowego Kościoła. Pragnąc wykorzystać taką okazję, postanowiliśmy umówić się z kimś ze starszych świadków i porozmawiać. Wykonaliśmy jeden telefon, ale nic nie udało się nam załatwić. Wykonaliśmy drugi, lecz efekt był podobny.
Jednakże tego dnia świadkowie mieli swoje spotkanie w sali królestwa. Pomyśleliśmy, że w takiej sytuacji udamy się tam z nadzieją, iż znajdzie się ktoś ze świadków, który będzie umiał porozmawiać z nami o tym, czego naucza Pismo św. a Kościół wiernie przechowuje.
Po naszym wejściu nadal trwało spotkanie, nawiasem mówiąc, niezbyt imponująco prowadzone. Dało się to zauważyć po zachowaniu się dzieci, które często były znudzone długimi prelekcjami, pytaniami itp. Wówczas sami mogliśmy się przekonać o słuszności wypowiedzi pewnej pani, którą odwiedziliśmy, a która przez jakiś czas uczęszczała na~ spotkania ze świadkami. Mówiła ona, że na tych spotkaniach czuła sztywną, sztuczną atmosferę w przeciwieństwie do tego, czego mogła doświadczyć w świątyni katolickiej, w której czuje się atmosferę modlitwy, atmosferę miejsca uświęconego obecnością Jezusa Eucharystycznego. Serce człowieka przenika jakieś szczególne uczucie, gdy słyszy organy, pieśni.
Żeby nie przeszkadzać, usiedliśmy na końcu i czekaliśmy, gdy świadkowie dobrną do brzegu w swych rozważaniach. Tak też się stało. Wówczas każdy podszedł z nas do świadków, by nawiązać jakąś rozmowę. Niestety nikt z nami rozmawiać nie chciał, mimo, że na sali było ok. 70 świadków.
Jak nas przyjmowali świadkowie?
Otóż reakcje były różne. Oprócz zdziwienia i zaskoczenia, świadkowie wykazywali dostrzegalne zdenerwowanie. Niekiedy było ono tak wielkie, że przekształcało się w rozbój. Taką sytuację zastaliśmy we wsi Mszanka, należącej do wspomnianej parafii. Tam to właśnie pewnemu panu, będącemu od 50 lat wyznawcą "Strażnicy", zabrakło argumentów i począł pomagać sobie pięściami i niewybrednymi okrzykami, czy raczej rykami. Potem dowiedzieliśmy się od jednej z sąsiadek tego miejsca, gdzie wydarzyło się to zajście, że ten delikatnie mówiąc "niespokojny świadek" wrócił i zabrał się do bicia już nie katolików, ale swojej rodzonej siostry, która jest też świadkiem, a która wpuściła nas, by z nami porozmawiać. Dziwnie w tym kontekście wyglądają kolorowe rysunki, przedstawiające świadków jako ludzi dobrze usposobionych, okazujących miłość. Czyżby miłujący świadkowie pozostawali tylko na rysunkach?
Podobnie nerwowo zareagowali starsi państwo ze wsi Piaski. Powitano nas krzykami. Tutaj jednak z biegiem czasu uspokoiło się nieco, może, dlatego, że był z nami brat tej pani.
Jednakże i tu usłyszeliśmy pogróżkę gospodarza, który oświadczył, że przyszedł do niego ksiądz i chciał poświęcić mieszkanie "to ja go pałą wyświęcę". Narzuca się pytanie: kto tu boi się wody święconej'?
Naszego apostolstwa nie chcieliśmy ograniczyć tylko do odwiedzania rodzin świadków Jehowy. Dzięki dużym możliwościom, jakie stworzyli nam księża, mogliśmy spotkać się z młodzieżą na katechezie. Byliśmy postawą tych młodych ludzi mile zaskoczeni. W katechezach brali czynny udział. Temat świadków cieszył się dużym zainteresowaniem tak, iż niektórzy zostawali dodatkowo po zajęciach szkolnych. W niedzielę natomiast mogliśmy owocami i doświadczeniami swojej działalności podzielić się z wszystkimi wiernymi. Podczas Mszy św. głosiliśmy prelekcje na temat naszej działalności.
W celu większego zapoznania wiernych z tematem sekty świadków Jehowy po każdej Mszy św. rozprowadzaliśmy tematyczne publikacje, wyświetlaliśmy film z wypowiedziami osób, które znaczną część swego życia spędziły w organizacji świadków, ale przy Bożej pomocy dostrzegli swój błąd. Po filmie były rozmowy z ludźmi na interesujące ich tematy. Rozmowy prowadzone w bardzo miłej i naturalnej atmosferze.
W związku z tym, że świadkowie niejednokrotnie lubią się chwalić, iż bardzo dobrze znają Pismo św. w przeciwieństwie do katolików, którzy w ogóle go nie znają, postanowiliśmy zaprosić świadków na otwartą dyskusję do salki katechetycznej, by publicznie mogli dać świadectwo swego przygotowania, Tak jak się spodziewaliśmy, żaden świadek nie odważył się przyjść, co dla miejscowych ludzi było wymownym argumentem.
Nieco inną postawę wykazywały dzieci świadków Jehowy. One w swej szczerości pragnęły spotkania. Obiecały nawet swoim kolegom, że przyjdą po religii z kimś starszym na dyskusję. Jednak rodzice tych dzieci nie podzielały ich zapału. Dowiedzieliśmy się też, iż niektóre dzieci chciałyby przyjść na religię, ale rodzice im nie pozwalają. Nasuwa się pewne spostrzeżenie, iż dzieci świadków chowane są w jakimś sztucznym wyizolowaniu. Boją się np. księdza idącego po korytarzu w sutannie, nie mogą obchodzić urodzin, imienin, choinki, brać udziału w balu szkolnym czy klasowym. Skutki takiego wychowania są widoczne.
Często w tym momencie słyszymy pytanie. Czy wasze wizyty kogoś nawróciły? No cóż, tak naprawdę to nawraca Pan Bóg a nie wizyta. My jesteśmy tylko Bogu wdzięczni, że zechciał nas wybrać do tego dzieła. Ciężko też mówić w tym konkretnym przypadku o jakichś nawróceniach. Pierwsze ziarno zostało zasiane. Pan daje wzrost. Najbliższe miesiące, może lata pokażą, jaki będzie owoc tej działalności. Jedno jest pewne: świadkowie Jehowy, którzy przez kilkadziesiąt lat bezkarnie grasowali na tym terenie, robiąc z katolikami, co im się podobało, teraz poczęli przed nami uciekać, bać się, co dla wielu mieszkańców Woli Uhruskiej jest oczywistym dowodem przeciw organizacji świadków. A wierzymy, że i samym świadkom da to dużo do myślenia.
Ponadto owocem naszej działalności jest umocnienie tych wszystkich, którzy zechcieli skorzystać z naszego doświadczenia czy to poprzez katechezę, prelekcję na Mszy św., czy przez film, książki, wolne rozmowy. Ci ludzie otrzymali już szczepionkę przeciw truciźnie "Strażnicy". jest to owoc, który najbardziej nas cieszy.
A co my mamy zrobić, gdy do naszych drzwi zapuka świadek Jehowy. Drogi Bracie i Siostro pamiętaj, że jest to też człowiek, za którego umarł Jezus Chrystus. Dlatego należy podejść do niego z szacunkiem i chrześcijańską kulturą. Poproś takiego człowieka, by zechciał na chwilę wejść, uklęknąć i pomodlić się z tobą tą modlitwą, którą polecił odmawiać nie żaden zwykły człowiek, ale sam Pan Jezus Chrystus, a mianowicie "Ojcze nasz...". Nie zdarzyło się, by świadek Jehowy klęknął do modlitwy i zechciał ją odmówić. Jest to chyba najlepszy sposób w podejściu do tych biednych (oczywiście nie pod względem materialnym) ludzi.
Kończąc to nasze świadectwo, bardzo serdecznie pragniemy podziękować Księdzu Proboszczowi oraz Księdzu Prefektowi za zaproszenie, za pomoc i wspaniałą atmosferę, z jaką spotkaliśmy się podczas tych dni w nadbużańskiej parafii Ducha Świętego. Jednocześnie życzymy tej parafii, by mogła się cieszyć nie tylko licznymi powrotami zabłąkanych owiec do Kościoła katolickiego, ale również wzrostem wiary i świadomości religijnej wśród swoich wiernych.
Krzysztof Piekielniak, Andrzej Wronka
Artykuł pochodzi z czasopisma "EFFATHA-Otwórz się!" 12/1995 r.; str. 293,296
|
|