Stowarzyszenie Effatha - sekty, zagrożenia wiary, apologetyka
www.effatha.org.pl
Jan Paweł II o sektach



Apologetyka

Wstecz

Niedziela - Dzień Pański

2 Tes 2, 15 "Przeto bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu".

2 Tm 2, 2 "co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy też będą zdolni nauczać i innych".

2 P 3, 15-16 "a cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienną, jak to również umiłowany nasz brat Paweł według mu mądrości napisał do was, jak również we wszystkich listach, w których mówi o tym. Są w nich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie nie douczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak inne Pisma, na własną swoją zgubę".

Św. Ireneusz w II wieku m.in. pisał: "Dlatego należy słuchać zwierzchników w Kościele, którzy - jak udowodniliśmy - mają następstwo od apostołów. Z następstwem biskupstwa otrzymali oni niezawodny charyzmat prawdy według upodobania Ojca. Innych zaś, co odpadli od głównej linii następstwa i gdzie bądź zbierają sobie zwolenników, należy mieć w podejrzeniu i uważać za heretyków i ludzi złych poglądów, lub za pysznych i w siebie zapatrzonych rozbijaczy, albo wreszcie za obłudników, działających dla zysku i próżnej chwały. Wszyscy oni odpadli od prawdy. (...) Tak więc prawdy należy się uczyć, gdzie Pan złożył swe charyzmaty, tj. u tych, którzy od Apostołów odziedziczyli kościelną sukcesję i zasady zdrowego i nienagannego postępowania i skarb niesfałszowany i nieprzeinaczonej nauki. Ci bowiem strzegą naszej wiary w jednego Boga, Stworzyciela wszechrzeczy, i pomnażają miłość Syna Bożego, który dla nas dokonał tak wielkich dzieł. Oni też nam tłumaczą Pismo św. bez obawy pomyłki, nie bluźniąc Bogu". Adverus Haereses IV, 26 2,5.

"Cechę charakterystyczną Ciała Chrystusowego poznaje się po następstwie biskupów, którym apostołowie przekazali Kościół rozprzestrzeniony na wszystkich miejscach. W nim najpilniej strzeże się Pisma św. w niesfałszowanej postaci: niczego nie dodano, niczego nie ujęto. W nim czyta się je bez fałszowania i wykłada się je prawidłowo, pilnie, bez groźby niebezpieczeństwa i bez bluźnierstwa". Adverus Haereses IV, 33, 8

"Ci zatem, co porzucają naukę Kościoła, pomawiają świętych prezbiterów o nieznajomość rzeczy, nie bacząc, że więcej wart jest pobożny kmiotek, niż bluźnierczy i bezwstydny sofista. Takimi są wszyscy heretycy i ci, co myślą, że wynaleźli coś więcej, niż prawdę, gdy idą za wymienionymi naukami, każdy inaczej i na różne a niemądre sposoby. (...) Dlatego trzeba unikać ich nauk i bacznie ich obserwować, by nam nie dokuczali. Ucieczki zaś szukać w Kościele i na jego łonie wychowywać się i karmić Pismem św." Adverus Haereses V, 20, 2.

"Otóż każdy, kto chce zobaczyć prawdę, może stwierdzić w każdym Kościele Tradycję Apostołów na całym świecie. I możemy wyliczyć tych, których Apostołowie ustanowili biskupami w kościołach, oraz ich następców do nas". Adverus Haereses III, 3, 1

"Ponieważ jednak wyliczenie sukcesji wszystkich kościołów zajęłoby w niniejszym dziele zbyt wiele miejsca, przeto wskazując na następstwa największego i najstarszego i wszystkim znanego, przez dwu najchwalebniejszych Apostołów Piotra i Pawła założonego i ustawionego w Rzymie Kościoła, który posiada Tradycję od Apostołów i wiarę opowiadaną ludziom, a dochodzącą aż do nas drogą kolejnego następstwa biskupów - zawstydzamy tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób, ale nie tak jak trzeba, gromadzą koło siebie zwolenników, czy to dla swego upodobania, czy dla próżnej chwały, czy zaślepienia, czy fałszywych przekonań. Z tym bowiem Kościołem dla jego naczelnego zwierzchnictwa musi się zgadzać każdy Kościół, tj. wszyscy zewsząd wierni, bo w nim przez tych, co są zewsząd, zachowała się Tradycja Apostolska". Adverus Haereses III, 3, 2.

Dlaczego w pismach polskich adwentystów można natrafić dość często na dowody ciemnej nienawiści do Kościoła katolickiego? Oto kilka cytatów z książki Stanisława Dąbrowskiego wydanej pod wiele obiecującym tytułem Ekumenizm znakiem czasu w roku 1976 przez Wydawnictwo "Znaki Czasu": "Proroctwo to [chodzi o Ap 13, 11n] przewiduje, że te dwie potęgi, tj. amerykański protestantyzm (bestia podobna Barankowi) i katolicyzm (bestia pierwsza) połączą się w całość i odegrają w naszych czasach szczególną rolę, działając wspólnie i kierując ostrze swego działania przeciwko tym, którzy będą wyznawać Prawdę Chrystusową" (s.146); dotychczasowe posunięcia protestantyzmu są niczym innym, jak tylko rezygnowaniem ze zdobyczy reformacji, aby przypodobać się papiestwu. I jednocześnie niczym innym, jak wypełnianiem się proroctwa: I będą się kłaniać bestii wszyscy mieszkający na ziemi>>" (s.153-154); Ratunek dla prawosławnych jest jeden - wyjść z Babilonu, zastosować się do głosu i wezwania Bożego: (...) Wyjdźcie z Babilonu...abyście nie byli uczestnikami grzechów jego i żebyście nie wzięli z plag jego>> (Obj 18, 4)" (s.162). Babilonem jest tu w terminologii tego wybitnego adwentysty, katolicyzm rzymski. Autor tej książki był wówczas przewodniczącym Zarządu Centralnego Kościoła Adwentystów DS w Polsce. Również dzisiaj papież bywa przez ADS utożsamiony z apokaliptyczną bestią i antychrystem (por. H. M. S. Richards, Co mówił Jezus, "Znaki Czasu", Warszawa 1984, s.334).

Trzeba jasno stwierdzić, że autorzy adwentystyczni świadomie dezinformują swoich czytelników. Oto na przykład w napisanej na sposób katechizmu broszurze, która została wydana w stutysięcznym nakładzie, można znaleźć takie między innymi brednie (bo trudno to nazwać inaczej), że edykt Konstantyna Wielkiego z roku 321 "był to jeden z najważniejszych kroków, które doprowadziły do zmiany soboty", oraz że na soborze w Laodycei w roku 364 "świętowanie soboty zostało zakazane, a n a s t ę p n i e [podkr. moje] niedziela uznana jako dzień święty" (Biblia mówi, opr. Rajmund Dąbrowski, "Znaki Czasu", Warszawa 1984, s.72.).

Warto sobie uświadomić różnicę w nastawieniu, z jakim początki święcenia niedzieli bada katolik i adwentysta. Katolik w badaniu tego problemu nie jest związany względami doktrynalnymi. Niezależnie bowiem od tego, czy chrześcijanie zaczęli obchodzić niedzielę w czasach apostolskich, czy w wieku drugim, albo nawet czwartym, wierzymy, że stało się to w świetle i mocy Ducha Świętego, który sam prowadzi Kościół, aby wnikał coraz głębiej w tajemnicę Chrystusa. O tym zakorzenieniu Kościoła w historii my katolicy bardzo staramy się pamiętać , gdyż widzimy w tym konsekwencję wejścia samego Syna Bożego w nasze ludzkie dzieje. Wręcz spektakularnym świadectwem, jak bardzo nasza świadomość wiary jest czymś żywym i potrzebuje czasu, aby uwyraźnić, jest to, że jeszcze w ciągu drugiego, a nawet trzeciego wieku nie było w Kościele pełnej zgody co do tego, jakie pisma składają się na Nowy Testament. Dla nas katolików fakt ten nie tylko nie jest powodem niepokoju, ale stanowi radosne potwierdzenie, jak głęboko wiara nasza zakorzeniona jest w tajemnicy Wcielenia: że również w sferze świadomości wiary Bóg dokonuje swego działania zbawczego poprzez ludzkie dzieje.

Inna jest sytuacja adwentysty, kiedy bada początki święcenia niedzieli. Jeśli chce pozostać na gruncie adwentyzmu, musi on wykazać, że w Nowym Testamencie nie ma nawet śladu początków święcenia niedzieli.. Musi on ponadto wykazać, że nauka Pana Jezusa w żaden sposób nie upoważnia do porzucenia święcenia szabatu. Adwentyzm bowiem stoi na gruncie dogmatu, że chrześcijanie nadal są zobowiązani do święcenia szabatu, i zwalcza święcenie niedzieli jako rzekomo niezgodne ze Słowem Bożym. Psychologicznie więc zrozumiała będzie tendencja historyka adwentysty, ażeby początki święcenia niedzieli umieścić jak najdalej od czasów apostolskich. Jeżeli jest to historyk z prawdziwego zdarzenia, będzie się tylko starał o to, żeby nie czynić tego wbrew oczywistej wymowie zachowanych świadectw.

Łatwo więc sobie wyobrazić, jaką szansę z naukowego punktu widzenia stanowi ponowne przebadanie świadectw odnoszących się do początków święcenia niedzieli, zarówno nowotestamentalnych jak patrystycznych, przez rzetelnego historyka, który zarazem jest głęboko wierzącym adwentystą. Ma on w sobie dość wewnętrznego napędu, jak fachowego przygotowania, żeby dostrzec w tych świadectwach najmniejsze nawet wątpliwości, jakie mogą one budzić. Taki historyk skoryguje ponadto niektóre przynajmniej nierzetelności, jeśli takie znajdują się w ogólnie stosowanej argumentacji jego współwyznawców. Jeśli zaś broni tezy niezgodnej z istniejącymi świadectwami, ujawni się wówczas - choćby nawet wbrew owemu historykowi - kruchość podstaw, na których jego teza jest oparta.

Otóż wszystkie te trzy owoce przynosi znakomita rozprawa adwentysty S. Bacchiocchiego, Od soboty do niedzieli, "Znaki Czasu", Warszawa 1985. Łącznie z tym, że pokazuje jak na dłoni niezgodność nauki adwentystów o święceniu szabatu z Nowym Testamentem. Bacchiocchi w swojej książce formułuje hipotezę, że chrześcijanie zaczęli święcić niedzielę dopiero we wczesnych czasach poapostolskich, mianowicie w pierwszej połowie II wieku. Jego zdaniem, fakt, że Chrystus zmartwychwstał właśnie w niedzielę, niewiele się do tego przyczynił, gdyż zmiana świętego dnia nastąpiła głównie pod wpływem narastającego konfliktu z judaizmem i z chęci młodego Kościoła, aby nie być uważanym przez ludzi z zewnątrz za jedną z jego gałęzi. Bacchiocchi uważa, że utrwalenie się niedzieli jako chrześcijańskiego dnia kultu dokonało się pod wpływem olbrzymiego autorytetu jakim cieszył się w ówczesnym chrześcijaństwie Kościół rzymski. Nawiasem mówiąc, że nie znam pracy niekatolika, który by równie stanowczo pisał o prymacie Kościoła rzymskiego we wczesnym okresie poapostolskim, jak to uczynił Bacchiocchi na stronie 226 i następnych swojej książki.

Zauważyć należy, jak Bacchiocchi w swojej książce pośpiesznie - analizując tekst J 5, 1-18 (s. 42-52) prześliznął się nad przekazem Ewangelisty, że wrogowie Jezusa "tym bardziej usiłowali Go zabić, b o n i e t y l k o n i e z a c h o w y w a ł s z a b a t u, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu" (J 5, 18). Otóż Bacchiocchi - jeśli nie chciał porzucić swojego dogmatu na temat święcenia szabatu - musiał się nad tym tekstem prześliznąć. Przecież nie sposób zaprzeczyć, że oba te zarzuty przeciwko Panu jezusowi należy interpretować analogicznie. Jezus zaś naprawdę Boga nazywał swoim Ojcem i naprawdę jest Jemu równy. Zatem naprawdę też nie zachowywał szabatu, przyszedł bowiem, aby go wypełnić.

Albo przypatrzmy się wypowiedzi Apostoła Pawła z Kol 2, 16n, która zawsze sprawiała adwentystom wiele kłopotu: "Niechaj więc nikt o was nie wydaje sądu co do jedzenia i picia, bądź w sprawie święta czy nowiu, czy szabatu. Są to tylko cienie spraw przyszłych, a rzeczywistość należy do Chrystusa". Bacchiocchi słusznie odrzuca pokrętną interpretację Komentarza Biblijnego Adwentystów Dnia Siódmego, wedle której chodzi tu o jakiś inny szabat, a nie o siódmy dzień tygodnia (s.373n.). Ale z kolei sam - nie chcąc uznać tej wypowiedzi słowa Bożego w całej jej jasności - wikła się w niezwykłe skomplikowane wyjaśnienia, że Paweł ma tu na myśli nie święcenie szabatu, tylko jakieś związane z nim nadużycia (s.374-385).

Nie ma w tej książce - odnotujmy to z satysfakcją - tak charakterystycznego dla adwentystycznej katechezy dyskontowania na rzecz swojego dogmatu wzmianek nowotestamentalnych o obecności Pana Jezusa lub apostołów na sobotnim nabożeństwie w synagodze. Autor wyraźnie potrafi to zauważyć, że pierwsi chrześcijanie nie byli ludźmi z nikąd, ale wyrastali z biblijnego judaizmu, zaś świadomość chrześcijańska nie spadła na nich w okamgnieniu, ale krystalizowała się powoli i nie bez oporów. "Pierwsi żydowscy konwertyci - pisze Bacchiocchi - traktowali przyjęcie Chrystusa nie jako zburzenie ram ich przekonań religijnych, ale jako wypełnienie mesjańskich oczekiwań, które wzbogacały życie religijne nowymi wartościami. Proces odłączenia cienia od rzeczywistości, tego, co przemija, od tego, co trwałe, przebiegał stopniowo i nie dokonywał się bez trudności ani bez jakichkolwiek oporów" (s.164).

Rzecz jasna, autor nie powie już (bo jest przecież adwentystą), że chrześcijanie jerozolimscy początkowo zachowywali szabat na tej samej zasadzie, na jakiej przestrzegali jeszcze przez jakiś czas obrzezania oraz rozróżniali pokarmy czyste i nieczyste. Niemniej zdaje się on rozumieć, że wzmianki Nowego Testamentu o sobotniej obecności w synagodze nie stanowią poparcia dla adwentystycznego dogmatu.

Dogmat ten domaga się jednak, aby w Nowym Testamencie nie było ani jednej wzmianki o początkach święcenia niedzieli. Otóż na nieszczęście dla adwentystów mamy w Nowym testamencie aż trzy świadectwa, które najprawdopodobniej dotyczą właśnie święcenia niedzieli. Stosunkowo mało przekonywujące jest świadectwo 1Kor 16, 2, choć wyraźnie mówi się tam o "pierwszym dniu tygodnia" czyli o niedzieli. Ale przypatrzmy się wersetowi Dz 20, 7:

Dz 20, 7 "W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamanie chleba, Paweł, który nazajutrz zamierzał odjechać, przemawiał do nich i przedłuży mowę aż do północy".

Otóż choćby Bacchiocchi poświęcił temu wersetowi nie dwanaście (s.111-122), ale sto dwadzieścia stron druku, nie jest w stanie zmienić tekstu tego świadectwa, który nie zaczyna się od słów: "Ponieważ postanowiliśmy pożegnać Pawła, zebraliśmy się w pierwszym dniu po szabacie", ale brzmi w sposób znacznie bardziej dla adwentystów niewygodny: "W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamaniu chleba", itd. I żadna sofistyka tego nie zmieni, że tekst sugeruje raczej to, iż Pawła pożegnano przy okazji "łamania chleba", jakie odbywano wówczas "w pierwszy dzień po szabacie".

Aż dwadzieścia trzy strony poświęcił Bacchiocchi argumentom, że "dzień Pański" z Apokalipsy 1, 10 nie jest niedzielą. Pytanie, czy rzeczywiście chodzi tu o niedzielę, dla wszystkich innych chrześcijańskich badaczy jest zwyczajnym problemem hermeneutyki tekstu. Dla badacza adwentysty jest to jednak pytanie o pierwszorzędnej wadze dogmatycznej. Jeśli bowiem Apostoł Jan mówi tu o niedzieli, jest to następne biblijne świadectwo przeciwko doktrynie adwentystów. Otóż trudność, jaką musi pokonać uczony adwentysta, jest duża, albowiem istnieją aż dwa praktycznie współczesne Apokalipsie świadectwa, że już wówczas "dniem Pańskim" chrześcijanie nazywali niedzielę. Bacchiocchi wkłada więc niezwykle wiele pomysłowości i wysiłku, aby podważyć znaczenie tych świadectw.

Przypatrzmy się obu tym świadectwom. Otóż w datowanej mniej więcej na rok 95 Nauce Dwunastu Apostołów znajduje się następująca wypowiedź: "W [dzień] Pański gromadźcie się razem by łamać chleb i czyńcie dzięki (eucharistesate), wyznawszy grzechy wasze, ażeby czysta była wasza ofiara" (14, 1). Owszem powiada Bacchiocchi, tekst ten można tak odczytać, ale go również można odczytać następująco: "Zgodnie z [nakazem] Pańskim gromadźcie się", itd. Patrologów czeka teraz żmudna praca zweryfikowania lub sfalsyfikowania tej hipotezy. Ale zwróćmy uwagę na niezwykle dla naszego tematu istotną wypowiedź tegoż dokumentu, świadczącą o tym, jak żywo ówczesny Kościół odczuwał potrzebę obrzędowego odróżnienia się od Synagogi: "Posty wasze niech nie przypadają z obłudnikami. Oni poszczą w poniedziałki i czwartki, wy natomiast poście w środy i piątki" (8, 1). W świetle tej wypowiedzi wydaje się rzeczą bardzo mało prawdopodobną, ażeby Kościół czasów późnoapostolskich zachowywał jeszcze zgromadzenia sobotnie.

Wyraźnie przeciwstawia niedzielę sobocie św. Ignacy z Antiochii w napisanym około roku 108 Liście do Magnezjan. Żeby zdać sobie sprawę z tego, jak wczesny to moment w historii chrześcijaństwa, warto sobie przypomnieć, że wedle legendy Ignacy znajdował się wśród dzieci, które przyprowadzono do Pana Jezusa, aby je pobłogosławił; otóż niezależnie od tego, ile prawdy jest w tej legendzie, Ignacy rzeczywiście urodził się w czasach ziemskiego życia Pana Jezusa. Wspomniana wypowiedź znajduje się w dłuższym fragmencie ostrzegającym przed uleganiem duchowi Starego Prawa, a brzmi następująco: "Tak więc ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale żyją według [dnia] Pańskiego, w którym i nasze życie wzeszło [jak słońce] przez Niego i prze śmierć Jego" (9, 1). [podkr. moje]

Tutaj ograniczmy się do dwóch spostrzeżeń. Po pierwsze, zauważmy w tym tekście bardzo prawdopodobną aluzję do zmartwychwstania (czasownik anatello spontanicznie kojarzy się ze wschodem słońca). Po wtóre, pomimo wszystkich zastrzeżeń Bacchiocchi uznaje jednak świadectwo św. Ignacego na rzecz niedzieli, podkreśla jedynie, że "nie sposób snuć przypuszczeń, iż chrześcijanie w Azji radykalnie już odeszli od szabatu i świętowali wyłącznie niedzielę" (s.237). Przypomnijmy, że chodzi tu mniej więcej o rok 108, zdaniem zaś Bacchiocchiego - 115.

Szczególnie należy docenić to, że ten adwentystyczny uczony uznaje, iż niedziela była dla Kościoła szczególnym dniem liturgicznym już w pierwszej połowie II wieku. Rozstrzygające dla niego są świadectwa napisanego około roku 130 w Aleksandrii tzw. Listu Barnaby oraz dzieł św. Justyna Męczennika, które powstały w Rzymie za panowania cesarza Antonina Piusa (138-161). Adwentyzm uczonego będzie się teraz ujawniał w specyficznym - nadzwyczaj kontrowersyjnym - interpretowaniu tych świadectw, ale omówienie tego rodzaju interpretacji wymagałoby następnej obszernej recenzji.. Na razie ograniczmy się do wyrażenia głębokiej satysfakcji, że sam fakt święcenia niedzieli w pierwszej połowie II wieku Bacchiocchi jednoznacznie uznaje.

Oby tylko ten fakt dotarł do świadomości wszystkich jego współwyznawców. Dotąd bowiem na temat początków chrześcijańskiej niedzieli trudno było rozmawiać z adwentystami. Rozmówca bowiem zazwyczaj domagał się na wstępie uznania grubych przeinaczeń historycznych (ażeby było bardziej paradoksalnie, czynił to w imię zasady sola Scriptura!), kiedy zaś próbuje się spokojnie temu zaprotestować, zaczynał widzieć we mnie syna ciemności. Ufajmy, że dzięki autorytetowi, jaki zdobył sobie Bacchiocchi wśród swoich współwyznawców, zaczniemy wreszcie rozmawiać ze sobą w nowym stylu: w szacunku zarówno dla siebie wzajemnie, jak dla historycznych faktów.

Ale wróćmy do omawianej książki. Fakt bardzo wczesnego obchodzenia niedzieli uznaje Bacchiocchi dopiero pod naciskiem świadectw absolutnie jednoznacznych. Bo tak się złożyło, że rzadko która instytucja chrześcijańska ma tak bogate potwierdzenie w źródłach wczesnochrześcijańskich, jak właśnie święcenie niedzieli. I nawet przy zastosowaniu kryteriów skrajnie rygorystycznych musiał Bacchiocchi uznać bardzo wczesne istnienie chrześcijańskiej niedzieli.

Zauważmy jednak: Zarówno tekst Ignacego (ok.108 r.), jak tzw. List Barnaby (ok.130 r.) mówią nie o ustanowieniu niedzieli, ale o jej istnieniu. Wciąż więc pozostaje pytanie: kiedy chrześcijanie z a c z ę l i święcić niedzielę? Jeżeli wcześniej niż w roku 130, jeżeli wcześniej niż w roku 108, to może jednak nie ma innego wyjścia niż uznać, że stało się to już w czasach apostolskich?

Sam Bacciocchi, w momencie, kiedy to mu było wygodne, oburącz podpisał się pod następującą tezą: "to, co chrześcijanie późniejszej epoki napisali, mogło zostać powiedziane i pomyślane prze nich wcześniej, nawet jeżeli nie zostało to napisane" (s.287). Wypada być konsekwentnym i uznać tezę znacznie bardziej oczywistą: Jeśli jakaś instytucja istniała w czasach późniejszych (w roku 108 i w roku 130), to należy sądzić, że pojawiła się ona wcześniej, nawet jeśli moment jej pojawienia nie został utrwalony w tekście. Krótko mówiąc, nawet zastosowanie skrajnie rygorystycznych kryteriów interpretacji, co pozwoliło na odsunięcie kilku niezwykle wczesnych świadectw, niewiele pomogło adwentystycznemu uczonemu. Również te teksty, których wymowę dla naszego tematu Bacchiocchi uznaje, wciąż wskazują na to, że niedziela stała się szczególnym dniem liturgicznym chrześcijan najprawdopodobniej już w czasach apostolskich.

1) Chrystus, zmartwychwstając w niedzielę, wskazał nam ten dzień jako dzień zwycięstwa nad śmiercią. Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego i każda inna przypomina nam również, że i my w przyszłości zmartwychwstaniemy (1P 1, 3).

2) Zesłanie Ducha Św. nastąpiło w niedzielę (Dz 2, 1; Kpł 23, 15) przez co Bóg wskazał, że dzień ten jest także dniem Ducha Św. Św. Piotr tę właśnie niedzielę nazywa Dniem Pańskim (Dz 2, 16, 20 przypis BP). Choć może wydawać się komuś, że Dzień Pański z Dz 2, 20 to tylko odległy dzień końca świata, to jednak tak nie jest (fragment ten może mieć dwa znaczenia). Dz 2, 16 mówią: "ale spełnia się przepowiednia proroka Joela", a więc cały jej fragment tzn. Dz 2, 17-21. Poprzedzać ten dzień miały np. "dziwy ['cuda' NP] na górze (...) i znaki na dole (...) Krew i ogień (...) słońce zamieni się w ciemności" Dz 2, 19n. O tych znakach też mówią Dz 2, 22, że się wypełniły: "Jezusa (...) posłannictwo Bóg potwierdził niezwykłymi czynami, cudami i znakami ["cuda, dziwy i znaki" ks. Dąbr.] por. Łk 23, 44n., Dz 2, 3; Łk 12, 49, J 19, 34. Widać więc, że niedziela Zesłania Duch Św. została nazwana Dniem Pańskim, podobnie jak niedziela zmartwychwstania (Ap 1, 10).

3) Pierwszy owoc ewangeliczny w liczbie 3 tys. osób zostaje przydany Kościołowi w niedzielę (Dz 2, 41).

4) Chrystus kilkakrotnie ukazywał się swoim uczniom w tym dniu (J 20, 1; 19, 26, Łk 24, 1; 13, 33; 34, 36).

5) Gromadzenie się Kościoła na łamaniu chleba odbywało się w niedzielę (Dz 20, 7) i zbieranie ofiar także (1Kor 16, 2). Pismo Św. więc nie neguje i nie zakazuje święcenia niedzieli.

6) Jezus - światłość świata (J 8, 12) poprzez swe zmartwychwstanie w pierwszy dzień tygodnia, wskazuje nam dzień, w którym Bóg stworzył światłość (Rdz 1, 3). Chrystus sprawił, że właśnie od Niedzieli Wielkanocnej my stajemy się światłem świata (Mt 5, 14), chodzącymi w Jego świetle.

7) Niedziela jako pierwszy dzień stworzenia, tzn. dzień pierworodny, staje się dniem zwycięstwa Syna Pierworodnego.

8) ST proroczo wskazywał na dzień Chrystusa tzn. Dzień Pański - Ps 118, 22nn. "Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym (...) Oto dzień, który Pan uczynił: radujmy się zeń i weselmy!". Por. Mt 21, 42; Dz 4, 11.

9) Chrystus poprzez królewski wjazd do Jerozolimy (J 12, 13nn.), którego dokonał w niedzielę (J 12,1, 12; 19, 31 ), wskazał nam, że dzień ten symbolizuje Jego powtórne przyjście w chwale królewskiej.

10) "Didache", czyli tzw. "Nauka Dwunastu Apostołów" (ok.108) akcentuje ważność niedzieli (14, 1): "W dniu Pana, [w niedzielę], gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta".

11) Justyn Męczennik (ur.100) opisując Eucharystię łączy ją z niedzielą: "W dniu zaś, zwanym Dniem Słońca odbywa się zebranie w jednym miejscu wszystkich razem, i z miast i ze wsi. Tedy czyta się pamiętniki apostolskie albo Pisma prorockie (...) gdy modlitwa się skończy, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a przełożony zanosi modlitwę a także dziękczynienie. (...) Zgromadzenie zaś nasze dlatego odbywa się w Dniu Słońca, ponieważ to pierwszy dzień, w którym Bóg przetworzył ciemności oraz materię i uczynił świat, ponieważ Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, tego samego dnia zmartwychwstał (...) objawił się apostołom i tę im podał naukę, którąśmy niniejszym waszej przedłożyli uwadze" ("Apologia" 66-67).

12) Św. Ignacy (?107) pisze: "Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale obchodzą Dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło jak słońce" (Do Kościoła w Magnezji 9, 1).

13) Wydaje się, że i poganin Pliniusz, zarządca Bitynii (ok.112) pisząc o chrześcijanach do Trajana myślał o niedzieli, gdy stwierdził: "mieli zwyczaj w określonym dniu o świcie zbierać się i śpiewać na przemian pieśń ku czci Chrystusa jako Boga..."

Podobnie twierdził inny poganin Fronton (ur.100) "W dni świąteczne gromadzą się oni razem na uczcie wraz z dziećmi..." ("Mowa w senacie" patrz "Oktawiusz" 9 Minucjusza Feliksa)

Określenie "Dzień Pański" oznacza zawsze w Biblii dzień zwycięski Boga. Takim dniem dla Jezusa był dzień zwycięstwa nad śmiercią. W Iz 58, 13 szabat jest nazwany dniem Jahwe "jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Jahwe czcigodnym". Szabat był więc dniem świętym dla Pana. Analogicznie dzień Pański jest dla ludu Chrystusowego dniem świętym i jest to niedziela (Ap 1, 10).

Poza wcześniej wymienionymi niedzielę nazwali Dniem Pańskim: Klemens Aleksandryjski (ur.150) "Kobierce" 7, 12; 76, 4; św. Ireneusz (ur.140) Fragment 7; Orygenes (ur.185) "Homilia do Księgi Wyjścia" 7, 5; Tertulian (ur.155) "De corona" 3; "O modlitwie" 23, "O chrzcie" 19; Meliton z Sardes (II w.) "Dzień Pański"; Dionizy (II w.) "List Dionizego do Rzymian" i "Didaskalia" (tuż po 200) 2, 25,2. Nawet apokryficzna "Ewangelia Piotra" (IX;35, XII;50) z ok.150 r. używa na oznaczenie niedzieli określenia "Dzień Pański". Widać więc, że nawet środowisko (w którym powstała ta księga) nie całkiem ortodoksyjne wobec nauki Kościoła, zachowało ten święty dzień.

W Biblii jest napisane: "jeden czyni różnicę między poszczególnymi dniami, drugi uważa zaś wszystkie za równe. Niech się każdy trzyma swego przekonania" (Rz 14, 5).

Tymczasem Rz 14, 6 mówi: "Kto przestrzega pewnych dni, przestrzega ich dla Pana". Nie mówi ten fragm. - kto nie przestrzega robi to dla Pana lecz popiera tych, którzy przestrzegają Dzień Pański.

Inna sprawa, że wypowiedzi te mają znaczenie zgodne z kontekstem (Rz 14, 2). Jak z powyższego wynika Pismo Św. akcentuje ważność niedzieli Pańskiej.

Adwentyści zamiast atakować niedzielę jako "Dzień Pański" powinni cieszyć się, że dzięki Chrystusowi i Jego Kościołowi mogą odpocząć w ten dzień wolny od pracy.

Chrystus, który jest Panem każdego dnia (J 13, 3) jest szczególnie Panem niedzieli, w którym to dniu zwyciężył śmierć. W związku z tym nie przez przypadek Pismo Św. nazywa Chrystusa Słońcem: "A dla was, czczących moje imię wzejdzie Słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach" (Ml 3, 20). "... dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi" (Łk 1, 78; por. Łk 2, 32; J 1, 9; 8, 12; Mt 17, 2; Dz 26, 13; Ap 1, 16). Samo więc Pismo Św. nadaje Jezusowi tytuł, który zostaje odebrany nie istniejącym pogańskim bożkom. (Ga 4, 8; Mt 12, 29) Również Bóg Ojciec jest określany terminem "Słońce" co nie odbiera mu wcale chwały: "Bo Pan Bóg jest Słońcem i tarczą" (Ps 84, 12), a przecież i w Biblii ukazany jest też pogański kult słońca (2Krl 23, 11; Ez 8, 16). Zauważmy, że Justyn Męczennik (ur.100) pisząc do pogan "Apologię" użył określenia "Dzień Słońca", ale łączy ten dzień ze zmartwychwstaniem Jezusa, a nie z pogańskim rytuałem.

Warto też poznać stanowisko Żydów, którzy w Talmudzie (Aboda zara 6a) potwierdzają święcenie przez pierwszych chrześcijan niedzieli. "Chrześcijaninem nazywa się ten, kto wyznaje błędną naukę tego Męża, który nakazał im aby sobie uczynili dniem świątecznym pierwszy dzień tygodnia i aby święcili dzień pierwszy po szabacie".

Również sekta chrześcijańska ebionitów (I w.) tak jak Kościół obchodziła niedzielę jako święto Pana "przestrzegali reguł sabatu i pozostałych rygorów żydowskich, ale jednocześnie podobnie jak my święcili dzień Pański jako pamiątkę zmartwychwstania Zbawiciela" Euzebiusz (ur.260) "Historia Kościoła" 3,27,5.

Podobnie o chrześcijańskich gnostykach (I/II w.) pisał Klemens Aleksandryjski (ur.150) "Exerpta ex Theodoto" 63,1. Widać więc, że i ci, którzy nie zgadzali się z wieloma naukami Kościoła nie śmieli odrzucić lub nie potwierdzić w swych pismach święcenia niedzieli jako dnia Pańskiego.

Inne pisma starochrześcijańskie o niedzieli:

"List Barnaby" (ok.130) "Przeto radośnie obchodzimy dzień ósmy, w którym Jezus zmartwychwstał" (15, 9).

Dionizy (II w.) "Dziś obchodziliśmy święty Dzień Pański i czytaliśmy wasz list" ("List Dionizego do Rzymian").

Św. Hipolit Rzymski (ur. przed 170) "W niedzielę biskup, jeśli może, sam rozdziela komunię..." ("Tradycja Apostolska").

Bardesanes (ur.154) w "Księga ustaw regionalnych" (46) "W jakiejkolwiek krainie przebywamy wszyscy nosimy jedno imię chrześcijan, gromadzimy się w dniu Pańskim, a w oznaczonych dniach pościmy".

"Didaskalia" (tuż po 200) "Nie przedkładajcie doczesnych spraw waszego życia nad Boże słowo, ale w dniu Pańskim zostawcie wszystko i spieszcie do kościoła" (2, 59,2).

Tertulian (ur.155) w "O bałwochwalstwie" (14, 7) jakby polemizował z adwentystami: "Poganie (...) nie uznają za swoje żadnego ze świąt chrześcijańskich. Nie obchodzą z nami niedzieli ani Zesłania Ducha Św. choć je znają, gdyż boją się, by ich nie uznano za chrześcijan".

Nakaz święcenia niedzieli wypływa też z przykazania danego Izraelitom "Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić" Wj 20, 8. W czasach apostolskich nie obowiązywało już święcenie soboty (Kol 2, 16) bowiem jako dzień odpoczynku była ona tylko zapowiedzią (Kol 2, 17) nowego odpoczynku w Jezusie, teraz (Mt 11, 28; Hbr 4, 8-11) i po śmierci (Ap 6, 11; 14, 13). Święcenie szabatu związane było też z liturgią Izraela (Kpł 23, 1-44), która nie obowiązywała chrześcijan bo mieli oni swoją liturgię (gr. leitourgia Dz 13, 2). Widać więc, że obowiązujące przykazanie święcenia dnia w czasach apostolskich zaczęło dot. niedzieli. Słusznie więc Kościół przykazaniu powyższemu nadał katechizmową formę "Pamiętaj abyś dzień święty święcił".

Wracając do trzeciego przykazania, w Starym Testamencie przykazanie to było, oczywiście, znakiem Przymierza, jakie zostało zawarte na Górze Synaj i dotyczyło święcenia szabatu: "przestrzegajcie pilnie moich szabatów, gdyż to jest znak między Mną a wami dla wszystkich waszych pokoleń, by po tym można było poznać, że Ja jestem Pan, który was uświęcam" (Wj 31, 13; por. Ez 20, 12). Stąd też szabat był święcony jako szczególna pamiątka wyzwolenia z niewoli egipskiej, centralnego w Starym Przymierzu wydarzenia zbawczego: "Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i wyprowadził cię z stamtąd Pan, Bóg twój, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem: przeto ci nakazał Pan , Bóg twój, strzec dnia szabatu" (Pwt 5, 15).

Dla Izraelitów szabat był ponadto dniem dziękczynienia Bogu za dzieło stworzenia: "W sześciu dniach bowiem uczynił Pan niebo, ziemię, morze i wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty" (Wj 20, 11). Otóż chrześcijanin, kiedy czyta w Starym Testamencie o Przymierzu Synajskim czy o wyzwoleniu z niewoli egipskiej, spontanicznie widzi w tych świętych wydarzeniach zapowiedzi tego, co miało się dokonać w Chrystusie. Przymierze Nowe i Wieczne, jakie Bóg zawarł z nami na Górze Kalwarii, przez Krew Chrystusa. Tam również, na Górze Kalwarii, Chrystus Pan dokonał wyzwolenia z niewoli niewyobrażalnie bardziej niszczącej niż niewola egipska, mianowicie z niewoli grzechu i szatana.

Nawet kiedy czytamy o stworzeniu świata, natychmiast przypominamy sobie, że w Chrystusie mamy stać się "nowym stworzeniem" (2Kor 5, 17; Kol 3, 9n; Ef 4, 24). Bóg bowiem postanowił, "wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie - to, co w niebiosach, i to co na ziemi" (Ef 1, 10). Oczekujemy..., według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość" (2P 3, 13; por Ap 21, 1-5).

Zatem szabat, we wszystkich trzech swoich znaczeniach, jednoznacznie prowadził do Ewangelii - i tak jak rzeka, która prowadzi do morza, znajduje w nim swoje wypełnienie, podobnie stało się z szabatem. Miał on swój wielki sens religijny, dopóki czekano na Mesjasza, który miał przynieść Nowe Przymierze, dokonać odkupienia z grzechów i rozpocząć odnowienie dzieła stworzenia. Z chwilą jednak, kiedy przyszedł Tan, na którego szabat wskazywał, wskazywanie się skończyło i szabat, podobnie jak szereg innych instytucji oraz przepisów Starego Testamentu, ustąpił miejsca Chrystusowi.

"Niechaj nikt więc o was nie wydaje sądu co do jedzenia i picia, bądź w sprawie święta czy nowiu, c z y s z a b a t u. Są to tylko cienie spraw przyszłych, a rzeczywistość należy do Chrystusa" (Kol 2, 16n). Apostoł Paweł wyraził tu sedno chrześcijańskiego stosunku do tych przepisów starotestamentalnych, których sercem było wskazywanie na Chrystusa.

Zanim zaczniemy mówić o znaku, którym Bóg postanowił uświęcić Przymierze Nowe, dobrze będzie przypatrzeć się temu, w jaki sposób Ewangelia pokazuje pękanie instytucji szabatu i wyłanianie się z niej tego, czego szabat był cieniem i zapowiedzią. Jest to głównym tematem tekstów, które przedstawiają spory Pana Jezusa o święceniu szabatu.

Otwórzmy rozdział piąty Ewangelii świętego Jana. Jezus uzdrawia człowieka, od wielu lat cierpiącego na bezwład nóg. Mimo, że jest właśnie szabat, powiada mu: "Weź swoje łoże i chodź" (w.8). A przecież Stary Testament bardzo stanowczo nakazywał, że w dzień szabatu nie wolno nosić ciężarów (Jr 17, 19-27); Ne 13, 15-19). W ten sposób wyrażano cześć dla Stwórcy, który "pobłogosławił siódmy dzień i uczynił go świętym, w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając" (Rz 2, 3).

Zaatakowany z powodu tego zachowania, Pan Jezus wypowiada zdumiewające słowa: "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam" (w.17). Słowa te można również przetłumaczyć: "Ojciec mój pracuje aż do tej pory i Ja pracuję". Krótko mówiąc, Jezus dopełnia przekaż opisu stworzenia z Księgi Rodzaju i stwierdza, że w gruncie rzeczy dzieło stworzenia wciąż jeszcze trwa. Słowa te wypowiedział w związku z uzdrowieniem, bo taki właśnie jest sens Jego przyjścia do nas: On, przez którego świat został stworzony, przyszedł uzdrowić to, co stało się chore wskutek grzechu. Teraz już nie chodzi o to, żeby w dzień szabatu nie dźwigać ciężarów. Teraz główną uwagę religijną trzeba skupić na zrzucaniu z siebie ciężaru grzechów. Toteż Jezus powiada do uzdrowionego: "Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło" (w.14).

Znaczenie tej sceny już jej uczestnicy zrozumieli precyzyjnie: "Dlatego tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu" (w.18). Jego wrogowie nie rozpoznali wówczas tego, że On naprawdę jest Synem Bożym i że wobec tego jest Panem szabatu. Dlatego nie zrozumieli wydarzenia, w którym uczestniczyli: że Jezus proklamował w ten sposób nadejście dóbr mesjańskich, które szabat jedynie zapowiadał, że mianowicie wyzwolenie od grzechów oraz nowe stworzenie stają się rzeczywistością, a Sprawcą jednego i drugiego jest On sam.

Nie mniej rewelacyjnie jest scena związana z łuskaniem kłosów w szabat. Zaczyna się ona od proklamacji Jezusa, że to On sam jest naszym prawdziwym Odpoczynkiem, czyli naszym prawdziwym Szabatem: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię, (...) a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych" (Mt 11, 28n). Na zarzut zaś, że pozwala swoim uczniom wyłuskiwać w szabat ziarno z kłosów, nie mówi bynajmniej, że przyszedł znieść przepisy dotyczące szabatu. Nie, On nie przyszedł znosić szabatu, tylko go wypełnić: "Czyż nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia" (Mt 12, 5). Sens tych słów jest miej więcej taki: Przecież nie zapala się świecy przy świetle elektrycznym, tym bardziej nie trzeba jej zapalać, kiedy zaświeciło Słońce! Jak zatem pogodzić te wypowiedzi Pana Jezusa ze starotestamentalnym stwierdzeniem, że szabat "jest to znak między Mną a wami d l a w s z y s t k i c h w a s z y c h p o k o l e ń" (Wj 31, 13). Otóż pytanie to należy rozciągnąć również na inne instytucje starotestamentalne, które dostąpiły wypełnienie w Chrystusie. To samo mówił Stary Testament o obrzezaniu: "Przymierze moje, przymierze obrzezania, będzie przymierzem na zawsze" (Rdz 17, 13). To samo mówił o świątyni jerozolimskiej: "Pan bowiem wybrał Syjon, tej siedziby zapragnął dla Siebie: To jest miejsce Mego odpoczynku na wieki" (Ps 132, 13n). Czyżby zatem słowo Boże miałoby być zawodne, albo się myliło?

Wręcz odwrotnie: Bóg wypełnił swoje obietnice w sposób przekraczający oczekiwania. Obrzezanie cielesne było jedynie cieniem tego obrzezania, jakie otrzymujemy w Chrystusie, obrzezania z tego, co w nas grzeszne: "W nim otrzymaliście obrzezanie nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego" (Kol 2, 11; por. Rz 2, 29; Fl 3, 3). Podobnie jest ze świątynią. Jerozolimska została wprawdzie zburzona, ale tylko ona była cieniem i zapowiedzią tej Świątyni, którą buduje Chrystus i której "bramy piekielne nie przemogą" (Mt 16, 18; por. Ef 2, 19-22; Ap 21, 14).

Tak samo i szabat. Cytowałem już wypowiedź Chrystusa Pana, że On sam jest naszym prawdziwym Szabatem (Mt 11, 28n). Ostatecznie zaś i bez reszty napełnimy się tym Odpoczynkiem, któremu na imię Jezus Chrystus, dopiero w życiu wiecznym: "A zatem pozostaje odpoczynek szabatu dla ludu Bożego. Kto bowiem wszedł do Jego odpoczynku, odpocznie po swych czynach, jak Bóg po swoich. Spieszmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie wszedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa" (Hbr 4, 9-11).

Zatem szabat starotestamentalny ustąpił miejsca Temu, który jest Odpoczynkiem wszystkich utrudzonych i obciążonych. Ten Odpoczynek obecnie ogarnął nas dopiero w takim stopniu, w jakim już teraz dostąpiliśmy wybawienia z naszych grzechów i przemiany w nowe stworzenie. Ale przyjdzie Dzień, w którym ogarnie On nas bez reszty. Czyż więc pomylił się Bóg, kiedy obiecywał, że "jest to znak między Mną a wami dla wszystkich waszych pokoleń?

Po tych długich uwagach wstępnych praktycznie wiemy już wszystko o chrześcijańskim dniu świętym: Starotestamentalny szabat zapowiadał Chrystusa, chrześcijański dzień święty jest radowaniem się z Chrystusa i szczególnym - większym niż w inne dni tygodnia - czerpaniem z darów, jakimi On nas obdarza.

Dlaczego obchodzimy go w niedzielę? Pytanie! Przecież to nie przypadek ani szczegół bez znaczenia, że Chrystus zmartwychwstał nie w szabat, ale właśnie w pierwszy dzień po szabacie, w niedzielę. W pięćdziesiąt zaś dni po zmartwychwstaniu, również w niedzielę, Duch Święty zstąpił na Apostołów, dając początek widzialnemu istnieniu Kościoła. Zawiera się w tym wielka myśl Boża. Zmartwychwstanie Chrystusa było zwycięskim obwieszczeniem, że na Kalwarii zostało zawarte Przymierze Nowe i Wieczne. Przypieczętowane ono zostało Krwią Syna Bożego, która oczyszcza z grzechów. Podobnie jak w pierwszy dzień stworzenia Bóg stworzył niebo i ziemię oraz oddzielił światło od ciemności, tak Dzień Zmartwychwstania Chrystusa jest początkiem stworzenia nowego. Już teraz stajemy się nowym stworzeniem: w miarę, jak ogarnia nas światło Chrystusa i zrzucamy z siebie ciemności grzechu.

Otóż każda niedziela przypomina nam o tym, że w Poranek Wielkanocny rozpoczął się Dzień, który się nigdy nie skończy. O dniu tym prorokował Izajasz: "Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w Dniu Zbawienia przyjdę ci z pomocą" (Iz 48, 8). Z nadejścia tego Dnia radował się Apostoł Paweł: "Oto teraz czas upragniony, oto teraz Dzień Zbawienia!" (2Kor 6, 3). Stąd dominującym nastrojem egzystencji autentycznie chrześcijańskiej jest poczucie przebywania w świetle. "Ja jestem Światłością świata - mówił o Sobie Chrystus - Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" (J 8, 12).

Zatem dla chrześcijanina przykazanie "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił" ma również swój wymiar powszechny, nie tylko wymiar szczegółowy, odnoszący się do święcenia niedzieli. W wymiarze powszechnym sprowadza ono do wezwania: Pana Chrystusa święćcie w sercach waszych!" (1P 3, 15). Wezwanie to można sformułować bardziej praktycznie: "Noc się ma ku końcowi, a przybliżył się Dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!" (Rz 13, 12).

To spojrzenie, że całe nasze życie powinno być dniem świętym, żywe było zwłaszcza w starożytnym Kościele. Nosić w sobie Chrystusa, być wolnym od grzechu i swoim życiem oddawać chwałę Bogu - na tym przecież dla chrześcijanina polega świętowanie. Toteż starożytni chrześcijanie lubili z dumą mówić o sobie: My całe życie świętujemy! Znalazło to nawet wyraz w chrześcijańskich nazwach dni tygodnia. Niedzielę nazywano "dniem Pańskim", pozostałe zaś dni: "święto drugie", "święto trzecie" i aż do "święta szóstego". Nazwy te pozostały do dziś w łacinie kościelnej.

Warto więc może ten powszechny wymiar trzeciego przykazania - tak przecież istotny! - włączyć również do naszych rachunków sumienia.

O. Jacek Salij OP




© Wszelkie prawa zastrzeżone 2001-2009

Stowarzyszenie EFFATHA
e-mail: info@effatha.org.pl

Ostatnio aktualizowane: 27.06.2005
Strona istnieje od: 15.10.2001