|
|
Apologetyka
Miejsce narodzenia PRAWDZIWEGO MESJASZA
Zgodnie ze zbawczym planem
O zapowiedzianym na początku dziejów ludzkich Mesjaszu mówi Pismo święte w księgach Starego i Nowego Testamentu. Do swego odwiecznego planu zbawczego Bóg prowadził ludzi, którzy odpowiedzieli wiernością na otrzymaną łaskę. Wszystko zdawało się być jakieś bardzo zwyczajne, naturalne, ale zarazem cudowne i błogosławione. Sprawiła to niepojęta miłość Miłosiernego Boga względem człowieka.
Józef, mąż z pokolenia Judy, z rodu Dawida, z zawodu cieśla, stał się prawnym ojcem i głową rodziny, Rodziny Najświętszej. Ewangelia Jezusa Chrystusa w dwóch wersjach: według świętego Mateusza (Mt 1:1-17) i według świętego Łukasza (Łk 3:23-38) podaje rodowód Józefa, który w świetle ówczesnego prawa uchodził za legalnego ojca Jezusa. Nie był on ojcem zwyczajnym, który w sposób naturalny przekazuje życie, ale był świadkiem wielkiej Tajemnicy, w której współdziałała cała Trójca Święta.
Zbawczy plan Miłosiernego Boga został wpleciony w naturalny bieg wydarzeń. Ujawniło się to wkrótce na arenie cywilnoprawnej. Józef i jego rodzina przynależeli do rodu Dawida, pochodzącego z Betlejem. Ewangelista Łukasz powiązał moment narodzin Jezusa w Betlejem ze spisem ludności, jaki władze rzymskie zarządziły w Palestynie.
Zwięzła informacja Łukasza brzmi następująco: "W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, który przeprowadził spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna" (Łk 2:7-5).
Na Wschodzie przywiązanie do miejsca pochodzenia było i jest nadal bardzo mocne. U Żydów ród dzielił się na duże "rodziny", z nich zaś przez podział powstawały tak zwane "domy ojcowskie", a "domy" w dalszej kolejności tworzyły mniejsze odgałęzienia, które po odejściu od głównego rodu rozchodziły się po całym świecie. Mimo licznych i niekiedy skomplikowanych odgałęzień, wszyscy zachowywali żywą pamięć o swoim pochodzeniu zarówno ze względów demograficznych, jak i geograficznych.
Pamięć o przynależności rodzinnej była bardzo żywa i w sposób trwały zakorzeniona. W młodszym pokoleniu przechowywano cześć dla przodków. Pamiętano np., że dzeisiąty czy dwudziesty przodek danej rodziny był takim a takim synem tego czy owego, że mieszkał w takiej a takiej miejscowości, że tam założył swoją rodzinę i że stamtąd wywodzi się cały jego ród. Nawet i dzisiaj można często spotkać Araba zarówno muzułmanina, jak i chrześcijanina osiadłego w Europie czy Ameryce, który bez zająknienia wylicza podczas rozmowy swoich przodków, dodając nadto nazwę regionu oraz miejscowości, z której wywodzi się jego ród.
Przywiązanie Żydów do miejsca pochodzenia stanowiło podstawę do zarządzania spisu ludności. Były różne racje, dla których Rzymianie przeprowadzali owe spisy w Palestynie. Przede wszystkim chodziło o względy polityczne. Herod przejawiał służalczą uległość cezarowi Rzymu Augustowi. Ten z kolei nie dopuszczał nawet myśli, aby ktokolwiek mógł się przeciwstawić jego zarządzeniu. Chodziło o politykę ogólną, która obejmowała między innymi także terytoria dalekiej Palestyny, w której sprawował władzę bardzo uległy sługa i wasal wspomniany Herod. Druga racja, która wpłynęła na przeprowadzenie spisu, było wprowadzenie takich mechanizmów, aby nie doszło do wyludniania się wsi i ucieczki do miast. Stąd, gdy aktem publicznym został ogłoszony spis mieszkańców ziemi żydowskiej, na Józefie, głowie świętej Rodziny, spoczął zgodnie z przepisem państwowym ścisły obowiązek stawienia się w urzędzie ewidencyjnym w Betlejem.
Mesjasz zdąża do Betlejem
Owo małe miasto Betlejem, liczące dzisiaj około 15 tysięcy mieszkańców, leży 7 kilometrów na południe od Jerozolimy na dwóch wzniesieniach, których wysokość sięga około 770 metrów ponad poziom morza. Pierwotna nazwa miasteczka po hebrajsku brzmiała "Bech-Lechem", dziś w Jordanii nazywają je "Bet Lahm". Ongiś, w odległych czasach starotestamentalnych osiedlił się tu ród Efrata. Mamy o tym wzmianki w Piśmie świętym (por. 1 Krn 2:50; 4:4). Stąd miejscowość nazywano dwojako bądź Betlejem, bądź też Efrata. Warto dodać, że stamtąd z odgałęzienia rodu Isai (Jesse) pochodził król Dawid.
Za czasów Jezusa Chrystusa Betlejem było uważane za miejscowość mało znaczącą. Jednak tędy przesuwały się liczne karawany, tędy przemierzali drogę wędrowcy, podróżujący z Jerozolimy do Egiptu. Dla nich urządzono w Betlejem schronisko. Na tej trasie wędrownej znalazł się Józef wraz z Maryją, oczekującą dziecka i szukał dla niej odpowiedniego schronienia. Ewangelista Łukasz zanotował: "Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania" (Łk 2:1-6).
Droga, którą przemieszczali się Józef ze swoją brzemienną małżonką Maryją z Nazaretu do Betlejem, wynosiła około 150 kilometrów. Dla ówczesnych karawan trzeba było na jej przebycie poświęcić trzy lub cztery dni. Dla pieszych ten czas się wydłużał. Dla Maryi w stanie błogosławionym okazał się jeszcze dłuższy. Była to podróż niezwykle męcząca. Stan dróg na trasie był zły, warunki dla pieszych niekorzystne. Szlak nadawał się głównie dla karawan oślich lub wielbłądzich. Nadto ze względu na okres spisu ludności w całym kraju wszędzie panował tłok i pojawiły się dodatkowo różnego rodzaju uciążliwości. Dla Maryi, znajdującej się w dziewiątym miesiącu ciąży, podróż musiała być niezwykle męcząca. Nasi małżonkowie z Nazaretu mieli do dyspozycji jako środek komunikacji jedynie osiołka, który nadto dźwigał trochę żywności i najkonieczniejsze rzeczy. Taki osiołek także dzisiaj pojawia się na czele długiego szeregu wielbłądów, albo postępuje za grupą pieszych.
Maryja z Dzieciątkiem pod sercem i Józef zapewne trzy lub cztery noce spędzili bądź w domu jakichś znajomych, bądź - co jest bardziej prawdopodobne - w jakimś schronisku publicznym przy drodze. W tym przypadku - jak to bywało w zwyczaju podczas zatłoczenia-musieli spać na ziemi wraz z innymi towarzyszami podróży przy osiołku i wielbłądach.
Gdy doszli do Betlejem, sytuacja bardziej się pogorszyła. W małym miasteczku aż wrzało od tłumu. który szukał dla siebie noclegu. Ale nie było wolnego kąta w schronisku dla karawan, ani w "gospodzie" (Łk 2:7). Aby nie wprowadzić w błąd dzisiejszego czytelnika, trzeba wyjaśnić, że przez dawną gospodę nie należy rozumieć dzisiejszych hotelików, bo takie wtedy nie istniały, ale o schronisko dla karawan, czyli niewielki plac pod gołym niebem, otoczony wysokim murem, podzielony na większe i mniejsze pomieszczenia. To była cała "gospoda', o której wspomina wyżej cytowany Ewangelista. Osobne mieszkanka, jeśli były jeszcze wolne, można było wynająć za odpowiednią taksą, na którą nie było stać Józefa.
W zwyczajnym schronisku gromadziło się sporo stłoczonych ludzi i zwierząt. Tutaj załatwiano przeróżne sprawy: tu odprawiano modły i śpiewano, tu można było spać, jeść, załatwiać potrzeby fizjologiczne, tu można było się urodzić i wyzionąć ducha. Wszystko to dokonywało się w tym miejscu wśród brudu, smrodu i błota, a więc w warunkach nie spełniających podstawowych wymogów higienicznych. Do dzisiaj można w tamtych stronach spotkać podobne obozowiska Beduinów palestyńskich, pełnych wyziewów i braku higieny.
Znamienne są słowa św. Łukasza, który ze smutkiem stwierdza: "nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2:7). Bliskość porodu brzemiennej Maryi stwarzało w ludziach pewną barierę niechęci, nie chciano mieć kłopotu. Ale też święci Wędrowcy z Nazaretu, świadomi wielkiej Tajemnicy Wcielenia, chcieli przygotować odpowiednie miejsce, gwarantujące intymność dla cudu narodzin Zbawiciela świata. Ewangelista stwierdza: "Nie było dla nich miejsca", a to, które ewentualnie mogło się znaleźć, nie gwarantowało im spokoju, odosobnienia i modlitewnej kontemplacji.
Rodzi się w ubóstwie.
Tłok, hałas, rozgardiasz w miasteczku skłonił św. Józefa do odejścia poza domostwa i szukania zacisznego kąta na uboczu. I znalazł takie ustronie w grocie częściowo zajętej przez zwierzęta, z pustym żłobem na kołyskę to wystarczyło Wcielonemu Synowi Bożemu i Jego Matce. Choć miejsce zapewne było ciemne i brudne, jednak po zaprowadzeniu pewnego porządku okazało się przytulne i zaciszne, i odpowiadało planom Bożym. Tu miała dokonać się wielka Tajemnica, którą tak opisuje św. Łukasz: "Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nic było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2:6-7).
Dlaczego Jezus narodził się w grocie przeznaczonej dla zwierząt? Przyczyną było ubóstwo przybranego ojca - św. Józefa, który nie posiadał dość pieniędzy, by wśród dużego napływu ludzi wynająć odpowiednie mieszkanie. Również na taki bieg wydarzeń miała wpływ czystość Bożej Rodzicielki Maryi, która pragnęła otoczyć swój poród pełną szacunku tajemnicą.
Grota Narodzenia Jezusa Chrystusa wśród wielu miejsc, związanych z życiem Boskiego Zbawcy, ma najliczniejsze i najstarsze świadectwa. Dość wspomnieć cenną informację św. Justyna męczennika z Il wieku: "Gdy więc Dziecię narodziło się w Betlejem, ponieważ Józef nie miał w tej wiosce gdzie zamieszkać, zatrzymał się w pewnej grocie niedaleko wioski. I gdy oni tam byli. Maryja porodziła Chrystusa i złożyła Go w żłobie" (Dialog. 78). W III wieku pisarz kościelny Orygenes, również mówi o grocie i żłobie, odwołując się do powszechnej tradycji. Zachowała się ona w tej okolicy, nawet wśród tych, którzy nie wyznają prawdziwej wiary (Contra Cekum I, 51). Na podstawie owej tradycji cesarz Konstantyn polecił w 325 roku zbudować nad grotą Narodzenia Jezusa Chrystusa wspaniałą bazylikę, która mimo różnych najazdów i wojen została uszanowana i istnieje do dzisiaj.
ks. Walerian M. Moroz CSMA
Artykuł pochodzi z czasopisma "EFFATHA-Otwórz się!" nr 12(46)/95 str. 1283-286
|
|